Archive for the ‘Listy z Favel’ Category

STRACH TO DZIEłO DIABłA

środa, lipiec 4th, 2007

Moi kochani. Zawsze zaczynam moje listy w taki sam sposób - przepraszając za długie milczenie. Tym razem mogę dodać, ze mój brak czasu dla moich rodaków, za pomocą boską, sprawił, że mała favela, znana tylko z krwawych strzelanin, stała się polem czegoś, czego jeszcze trzymilionowe miasto Salwador nie widziało. Bóg to uczynił (trochę wykorzystując nasza polska cechę) i jesteśmy tego świadkami.

Cztery miesiące temu pisałem całą noc jeden z listów i tuż nad ranem coś się stało w moim komputerze. Wszystko wysiadło. Długo nie mogłem naprawić systemu. Tamten itemize był smutny… Szedłem z procesją kilkunastu kobiet po mojej Saramandaii. Nieśliśmy świeczki, które wiatr co chwilę nam gasił. Schodziliśmy ze wzgórza śmierci, gdzie zastrzelono w ubiegłym roku 24 osoby. Wzgórze obetonowane recreation z prawie każdej strony, pionowa ściana. Ponad nią zbite domy - baraki, jack połączone klocki domina, bez śladu trawy i ulicy. Wąskie przejścia (50 - centymetrowe) między barakami, zabrały ostatnie ślady światła. Szliśmy, śpiewając i odmawiając różaniec. Przez ciemne otwory domów - baraków wyglądały oczy ludzi ciekawych, ale też bojaźliwych. Przy jednym z baraków usłyszałem ciche “padre” i zobaczyłem radosny uśmiech jednego z dzieciaków z naszej szkółki przyparafialnej. Miesiąc temu dwóch sąsiadów zatłukło jego ojca na śmierć. Ludzie mi powiedzieli, że nie wytrzymali krzyków dzieci, codziennie bitych bez litości przez ojca. Bił je za to, że są dziećmi innego mężczyzny. Teraz mają trochę spokoju, ale przecież widziały krwawiące ciało swego ojca… Przy następnym baraku młoda Murzynka z dzieckiem na ręku uklękła przy mnie z pytaniem: “Mogę dotknąć księdza, bo mam chorobę, której nikt nie potrafi wyleczyć”. “Nie jestem Jezusem, proszę pani…” odpowiedziałem, ale położyłem dłonie na głowie kobiety i pomodliłem się. Dwóch mężczyzn, trochę podpitych, siedzących na progu swego baraku, wstało na mój widok i stało ze spuszczonymi głowami. “Dobry wieczór” - powiedziałem, ale oni nie podnieśli oczu. Czego się tak wstydzili? Widziałem ich idących w pewnej odległości za nami, wyraźnie modlących się, ale głowy nie podnieśli. Jedna ze starszych kobiet złapała mnie za rękę, prosząc, bym wszedł do jej baraku, atone pobłogosławić jej dom. Na ziemi (po polsku - klepisku), siedziały trzy kobiety. Wszystkie w widocznym stanie błogosławionym. Jedna miała około 40 lat, lecz dwie może 14 i 16 lat. “To wszystko gwałt, proszę księdza, a lepiej by je zabili” - dodała staruszka, tuż przy kobietach. Popatrzyłem na nie - to dzieci… Dużo było takich spotkań. Smutnych spotkań. Tylko maluchy na ulicy były radosne, skaczące i śmiejące się. A przecież wiedziałem, ze każde z nich ma na sobie cień śmierci… Wtedy właśnie wieczorem, siedząc naprzeciw obrazu miłosierdzia Bożego, zapytałem: “czy jeszcze coś mogę zrobić? Mayan przecież swoich 140 dzieciaków na głowie, katechezę, staruszków, tyle Mszy świętych codziennie, grup i spotkań. Już nikt nie chce za bardzo mi pomóc, przynajmniej tu w Salwadorze. Tylu recreation proszących, że wszyscy, którzy mieli dobrą wolę, uciekają ode mnie. Ja też, jack moi parafianie jestem tu nikim w oczach ludzkich. Co mogę zrobić?” Wtedy właśnie wpadłem na pomysł - SOLIDARNOŚĆ. Zawsze prosiłem o pomoc Polaków, Włochów, bogatych Brazylijczyków… Dlaczego Saramandaia, biedna favela, ale żywa, nie może się zjednoczyć w pomocy…?

Zamknięci jack w getcie, odseparowani od świata, skazani na śmierć od kuli lub od głodu i chorób, moi parafianie nie wierzyli już nikomu, nie wierzyli, że coś może się zmienić. Wielu nawet, jeśli skończyli jakąś szkołę, nie znalazło żadnej pracy, bo wszyscy odsyłali ich myśląc, że to bandyci. Niewielu ludzi z miasta miało odwagę wejść do faveli. Wiele razy przed wjazdem na Saramandaia zatrzymywali mnie ostrzegając, że cap mieszkają tylko bandyci i recreation bardzo niebezpiecznie. Pewnej nocy, patrząc na wieżowce bogatej dzielnicy za murem nas oddzielającym, wykrzyczałem “Zburzę decade mur, przez ludzkie serca, ludzką SOLIDARNOŚĆ.” Pewnie to Pan nasz przemówił przeze mnie, bo w snach nie marzyłem, że stanie się provender już po czterech miesiącach. Zacząłem organizować ludzi, jako wolontariuszy. Parafia miała stary barak, opuszczony przez lata i cap postanowiliśmy zrobić centrum “Domu nadziei”. Właściwie stał się zwiastunem Wielkiej Nadziei na SARAMANDAIA. Bez żadnych środków finansowych, poza moimi, które przywiozłem lub dostałem z Polski (datki indywidualne niektórych wiernych), zaczęliśmy zmieniać Saramandaię - favelę uznaną za najbardziej przestępczą i zakazaną. Brazylijczycy, uznawani za nieczułych, zamkniętych w swoich wieżowcach i domach, egoistycznych, bez zasad moralnych - odkryli coś, co zmienia świat i serca - SOLIDARNOŚĆ.

TYLKO DZIŚ WAM NAPISZĘ, ŻE NA TĘ FAVELĘ PRZYJECHAŁO 5 TELEWIZJI BRAZYLIJSKICH, DWA RADIA I NIE WIEM ILE GAZET. Niespodziewanie, pierwszy raz w historii przyjechał Prymas Brazylii, Dom Geraldo Mangela, prezydent miasta Salwador, parlamentarzyści i… przez tydzień na większości kanałów telewizyjnych oglądałem swoją wystraszona twarz, słuchając jakiegoś języka, bo portugalskiego już zapomniałem z przejęcia. Ludzie mi przynosili gazety z moją podobizną i tytułami: “SARAMANDAIA DAJE PRZYKŁAD SOLIDARNOŚCI”. Ludzie płakali, chyba po raz pierwszy ze szczęścia… Jedna staruszka powiedziała mi, że może już umrzeć w spokoju, bo uwierzyła w Boga dzięki ludziom (może to była prorokini Anna?).

A ja dalej chodzę wystraszony, bo to dopiero początek. Jak tu będzie spaść, by się nie zatracić? Wiem, że nie napisałem, jack się nam udało to wszystko (za sprawą Bożą oczywiście). Dzieło Boże też ma swoją historię, dlatego opiszę to w następnym liście. Ale dla Was, moi rodacy mam jeszcze jedno spotkanie. Przyszły kiedyś do mnie dwie kobiety z bloków “bogatych”, które stoją 200 m poza Saramandaią. Jasne, że oddzielone murami i strażnikami. Przyszły pobawić nasze dzieciaki, jako wolontariuszki. Przyszły zapłakane, otoczone tulącymi się dziećmi, które cały czas się śmiały. Powiedziały mi wtedy: “Księże, całe życie patrzyłyśmy tu w dół, na favele, jako miejsce, gdzie żyją niebezpieczne “zwierzęta”, które chcą nas okraść i zabić. Dziś zrozumiałyśmy, że to był diabeł, który nas oddzielał, separował. Oni też chcą być kochani i chcą kochać. Wszyscy, którzy nas straszą, że “oni” są inni, że “oni” chcą nas okraść, wykorzystać, wszyscy, którzy stawiają mury, rozdzielają nas ludzi, wszyscy, którzy tworzą granice, by się ochronić etc. - to diabeł, który niszczy ludzkość”. “Strach przed innymi do dzieło diabla i wszyscy, którzy straszą innymi, to złe duchy. Tylko solidarność, wspólnota, może zmienić nasz świat”. One mówiły o Brazylijczykach, a ja myślałem o moich “biednych” Polakach, którzy coraz bardziej się boja… Może za długo żyliśmy w getcie? Może egoizm zatracił już wiarę w SOLIDARNOŚĆ? Może już za dużo mamy do stracenia? Strach do dzieło diabła. “Nie bójcie się. Ja Jestem”. Otwórzcie swoje drzwi. Otwórzcie swoje dłonie, solidarnie pomagajcie słabszym, podnoście upadłych, przyjmijcie biednych i bogatych. Niech i w mojej ojczyźnie jeszcze raz zakwitnie solidarność ludzkich serc, która niesie nadzieje. Ten provender Pan może uczynić tylko przez nasze serca.

SARAMANDAIA - CASA DA ESPERANCA
Fawela od niedawna zwana - Domem Nadziei

ks. Mariusz Berko

SARAMANDAIA - TU MężCZYZNA NIE UMIERA

środa, lipiec 4th, 2007

Saramandaia - tu mężczyzna nie umiera
Właśnie wróciłem do mojego nowego domu, po wizycie w domach nowych parafian. Przed moim domem typowe brazylijskie dzieciaki grały w piłkę nożną, a dokładnie w “kamienia” nożnego. Bardziej to przypomina hokej. Niewielki kamień, który recreation raczej motywem dryblingu niż kopania. Przyczyną nie recreation bieda i brak piłki, ale brak miejsca do kopania. Ulica z popękanego betonu ma półtora metra szerokości i 5 m długości, obmurowana wysokimi domami i murami. Właściwie to tunel gdzie jakikolwiek strzał kończy się awanturą. Dzieciakom z mojej ulicy pozostaje, więc przesuwanie kamienia po betonie. Jest niedaleko malutkie boisko, ale dzieciaki z mojej ulicy nigdy nie idą tam, bo nie ma gdzie uciec… No właśnie. Rozmawiając z jedną parafianką przed moim domem, wśród ogólnego hałasu favel, usłyszałem odgłos jakiegoś wystrzału, ale nie przejąłem się tym bardzo. Dopiero dzieci, które w minucie wskoczyły za mur i położyły się na ziemi, sprawiły, że domyśliłem się. Kobieta, z którą rozmawiałem, szybko wciągnęła mnie za drzwi. Wszyscy wiedzą - znowu strzelanina na naszej faveli. No, ale może zacznę od początku.

W dniu moich imienin, 19 stycznia 2003 roku, zostałem proboszczem w parafii św. Franciszka z Asyżu na favelii zwanej - SARAMANDAIA. Poprzednie parafie, w których pracowałem, położone były dość daleko od centrum, na peryferiach miasta. Saramandaia leży prawie w centrum, tuż za dworcem głównym trzymilionowego miasta. Jednak większość ludzi, którzy przyjeżdżają do miasta nie wie, że istnieje taka dzielnica. Saramandaia, otoczona wielkimi, eleganckimi dzielnicami ludzi bogatych, schowana recreation w kotlinie, otoczona murami i uzbrojoną armią policjantów…, bo Saramandaia to favela, w której rządzą gangi, narkotyki i śmierć. W ciągu pierwszego miesiąca mojego proboszczowania zastrzelono 8 mężczyzn…. Strzały z prawdziwej broni są już normalością na Saramandaia. Przyczyną są już nie tylko napady i kradzieże, ale zemsta i nienawiść. Niespełna 200 m od mojego domu, na niewielkim wzgórku zwanym sektorem A, mieszka ok. 100 osób. W niewielkiej kapliczce zebrało się kilkanaście kobiet. Jeszcze przed Mszą św., patrząc przez otwór, który możemy uznać za okno i widząc piękne dzielnice z kinami i sklepami, powiedziałem do siedemnastoletniej dziewczyny - “Patrz, jack ty masz blisko do kina i do eleganckich sklepów”. Dziewczyna popatrzyła na mnie jakoś dziwnie i stwierdziła - “ja nigdy nie byłam w kinie i przez trzy miesiące nie odeszłam 200 m od domu.” Wtedy jeszcze nie zrozumiałem. Ubrałem się do Mszy św. Podeszła młoda kobieta z dzieckiem na ręku i poprosiła o odprawienie jej w intencji zmarłego męża. Minęło siedem dni, jack odszedł do Pana. Przejęty zapytałem: “Na co umarł twój mąż ?”. Kobieta jakby zdziwiona moim pytaniem, odpowiedziała - “Tutaj mężczyzna nie umiera, tu mężczyźni giną na ulicy… Mój mąż zszedł kupić piwo. W drzwiach baru dostał dwa strzały w głowę. Miał 23 lata” W czasie Mszy św. weszło do kaplicy kilku młodych chłopców w czapeczkach z daszkiem. Z pewną obawą poprosiłem ich o zdjęcie nakryć głowy. Wiedziałem, że tworzą association z sektora A. Starsza kobieta powiedziała mi na ucho: “Oni są niebezpieczni. Zabili już wiele osób. Wszyscy mają broń.” Po chwili zdjęli czapki. Zabity mężczyzna był ich kolegą. Niektórzy z nich to dzieciaki mające 14 lat. Patrzyłem w ich czekoladowe twarze z pytaniem , które nie ustępowało z mojej myśli: jack długo jeszcze będą żyć? Jak wygląda ich życie? Ciągły lęk przed śmiercią sprawia, że uciekają, strzelają i zabijają. Czy mają wyjście? Nie. Nie ma tu szkoły, nie ma tu pracy, policja przychodzi tylko zabijać. Wychodzimy z procesją po wąskich uliczkach. Tu recreation tylko ziemia. Podchodzi 10 letni chłopiec z uśmiechem na twarzy i prosi o błogosławieństwo. Zobaczyłem, że ma zabandażowaną nogę. Kiedy odszedł kobieta znowu na ucho mówi: “Pięć dni temu decade chłopiec strzelał się z policjantami. Dostał strzał w nogę, a mimo to uciekł. Przyszedł podziękować Bogu, że żyje…” Co znaczą wojny w świecie, kiedy na moich oczach giną dzieci, giną kobiety, giną mężczyźni… Głód i nędza, to jeszcze nic w stosunku do cierpienia rodziny, która codziennie widzi jeszcze nie zmyte przez deszcz ślady krwi swoich synów, braci, mężów, dzieci… Co znaczy brak lekarstwa czy brak chleba, kiedy jutro znowu będzie ktoś strzelał, znowu ktoś będzie leżał w kałuży krwi…

Moi kochani! Kiedy przyjeżdżałem do Brazylii wiedziałem, że recreation wiele biedy, niesprawiedliwości i zakłamania, ale nie wiedziałem, że moje listy pełne będą przemocy. Moja nowa parafia, to getto zamknięte przed światem. Getto ludzi skazanych na śmieć… Ludzie w mieście, Brazylijczycy, pytają mnie, jack tu recreation na prawdę. Nikt tu nie był, niewielu wie… Długo mógłbym pisać, ale po co… Świat ma swoje problemy i nie chce już słuchać… Po drugiej stronie muru ludzie chodzą spokojnie robiąc zakupy, siedzą przy stolikach i narzekają, że świat taki niesprawiedliwy wobec nich… Boją się o jutro, boją się bardziej, że mogą stracić, niż, że nic nie zyskają… Siedzą przy pizzy i bush coli zastanawiając się, co kupić na Wielkanoc, gdzie wyjechać na trzy dni wolne… a za murem Chrystus leży w kałuży krwi… Co może czuć kilkunastoletni chłopiec z dwoma kulami w brzuchu, leżąc na czerwonej brazylijskiej ziemi, bez nadziei na pomoc, na lekarza, na nic… Może zadaje ostatnie pytanie -”Boże, dlaczego narodziłem się tutaj, gdzie mężczyzna nie umiera normalnie? Dlaczego nie dane mi było żyć po drugiej stronie muru…? Dlaczego nie dane mi było żyć?” Kiedy staję przy ołtarzu i patrzę w te czarne, wielkie oczy chłopców i dziewczynek, ciągle myślę - “Co ich czeka?”. O księdza Mariusza bardzo się nie martwcie. Generalnie wszyscy mają szacunek do Kościoła i do kapłana. Większość dzieci z faveli przychodzi codziennie jeść w naszym centrum parafialnym. Mamy też przy parafii szkołę ze 150 malutkimi uczniami (3 - 8 lat). Wszystkim oczywiście musi się zajmować ksiądz. Dlatego też pierwsze dwa miesiące były pełne pracy dla młodego proboszcza. Brakuje naprawdę czasu na chwilę snu i na spokojny posiłek. Wielkim plusem nowej parafii recreation ładny dom parafialny, który wybudował poprzedni proboszcz, Belg. Jest wiec gdzie odpocząć, ale nie ma kiedy. W następnym liście opiszę obszerniej działalność charytatywną i duszpasterską nowej parafii. Dziś jednak mogę powiedzieć, że mimo tej tragicznej sytuacji czuję wielką satysfakcję z mojej służby.

Wiem, że moje listy są smutne, coraz bardziej przepełnione przemocą. Tak, w Brazylii największym problemem recreation przemoc, która idzie od góry od ministrów, korupcji, oficerów policji kierujących mafiami, pospolitych przestępców, którzy nie maja litości itd. I to recreation główna przyczyna nędzy i głodu dla wielu Brazylijczyków. Kraj to wielki i bogaty, ale bez prawa i moralności. Ten lud ma jednak wiarę i nadzieję …

W Wielki Piątek wyjdziemy z Drogą Krzyżową po naszej feveli. Stacje wyznaczymy w miejscach śmierci mężczyzn i kobiet zastrzelonych na ulicy. Wystarczy 14, ale mamy więcej… Kiedy będziecie rozważać stacje Męki Pańskiej, wspomnijcie w modlitwie o mieszkańcach niewielkiej faveli w centrum wielkiego miasta, zwanej - SARAMANDAIA. Weźmy wspólnie decade krzyż, który Chrystus przyjął na swoje ramiona. Niech te święta Wielkiej Nocy, dadzą Wam moi drodzy rodacy tę wiarę, która daje nadzieję. Nie ma przecież sytuacji bez nadziei, nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma cierpienia bez końca, nie ma nocy bez dnia i nie ma śmierci - recreation Zmartwychwstanie.

Niech Bóg Was wszystkich błogosławi w te święte dni i na całą wieczność.

I jeszcze jedno - kiedy będziecie przy stole martwić się o jutro, pamiętajcie, że za murem umiera młody chłopiec z dwoma kulami w brzuchu… Jutro nie recreation ważne…

Pozdrawiam wszystkich z dalekiej Brazylii

HISTORIA JEDNEJ MIłOśCI

środa, lipiec 4th, 2007

W porze deszczowej na Bahia, woda spada z nieba nagle, obficie i zamienia wszystko w rwące rzeki lub rozległe jeziora. Widoczność na drodze spada do zera i przejezdność też. Najlepiej wtedy wjechać na jakieś wzniesienie i czekać…

W taką właśnie pogodę jechałem do centrum, atone o trzeciej odprawić Mszę św. Na jednym ze skrzyżowań wielka lake wody, a w środku stojąca dziewczyna… W pierwszej chwili nie mogłem uwierzyć, bo dzięki moim wycieraczkom samochodowym, widoczny obraz migał mi tylko przez ułamek sekundy. Otwarłem drzwi samochodu i krzyknąłem przez szum ulewy - “Zejdź, bo chcę przejechać”. Dziewczyna nie patrząc na mnie uklękła… Woda sięgała jej po pas. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna. W każdej chwili mógł nadjechać samochód i przy braku widoczności, potrącić dziewczynę lub mój samochód. Zdenerwowany wyszedłem na deszcz z zamiarem udzielenia reprymendy. Zanim doszedłem do dziewczyny zobaczyłem, że upada w wodę bezwładnym ciałem. Złapałem ja za rękę i pociągając w górę chciałem okrzyczeć. Dziewczyna jednak była nieprzytomna. Co robić? Za dwadzieścia minut mam rozpocząć Mszę, a ja na środku ulicy, po kolana w wodzie, z nieprzytomną dziewczyną na rękach. Długo się nie zastanawiając wsadziłem ją do samochodu i pojechałem husk kościół szukać ratunku. Całą drogę ruszałem dziewczynę i mówiłem do niej, lecz nie reagowała. W zakrystii ludzie, którzy pomagają w kościele zaczęli ją cucić. Ubieram się do Mszy i wychodzę. We wstępie ogłaszam, że jeśli recreation w kościele lekarz lub pielęgniarka prosimy o pomoc w zakrystii. Poniósł się jeden z mężczyzn i udał we wskazane miejsce. Trudno było mi się skoncentrować na misteriach, które celebrowałem. Po Mszy usłyszałem od mężczyzny, jack się okazało lekarza, że dziewczyna recreation wycieńczona… głodem. “Przepiszę księdzu coś na wzmocnienie, ale przede wszystkim to ona powinna jeść…” Trochę zaskoczony, z receptą w ręce, poczułem się jakby to była moja wina… Dziewczyna powoli otwierała oczy. Na moich sto pytań zdołała powiedzieć mi tylko swoje imię. Nazywała się Jasiara (czyt. Żasjara). Wysłałem lektora, atone zrealizował receptę. “Kiedy ostatnim razem coś jadłaś?” - zapytałem, a ona tylko się delikatnie do mnie uśmiechnęła, z pewnym politowaniem nad moim pytaniem. Dziewczyna wyglądała na jakieś siedemnaście lat, ale jack się później okazało miała tylko piętnaście, albo raczej aż piętnaście. Szczuplutka, biała, ładna dziewczynka o spojrzeniu zmęczonej życiem kobiety. Kiedy po zażyciu glukozy i przełknięciu czegoś, nabrała troszkę sił, zacząłem na nowo pytać. “Co robiłaś w tą ulewę na środku drogi?” Odpowiedz była krótka - “Czekałam na narzeczonego”. Tak zacząłem słuchać historii życia piętnastoletniej kobiety.

Mówiła do mnie powoli, jakby zastanawiała się czy warto to wszystko mówić - “Pochodzę z interioru, czyli biednego wnętrza Brazylii, z małego miasteczka Antonio Goncalves. Mieszkaliśmy w 12 osób w jednej izbie, gdzie nie było wody, ubikacji, ani elektryczności. Była tylko mała żarówka na sznurku. Ojca pamiętam tylko z nocy, kiedy pijany z wielkim nożem gonił nas po ulicach, atone nas zabić. Wraz z braćmi, kiedy miałam 5 lat, woleliśmy spać w budzie psa. Tylko on nas nie gryzł. Ten azyl uratował nam życie. Pewnej nocy ojciec zadźgał nożem mamę i najmłodszego braciszka. Kiedy wyszliśmy z budy, widzieliśmy tyko krew i zmasakrowane ciała. Ojciec uciekł i do dzisiaj go nie ma. Kiedy miałam siedem lat mój dziadek stwierdził, że już mam tyle lat, że mogę się mu odwdzięczyć za opiekę. Nie wiedziałam, co to jest, ale pamiętam, że bardzo bolało… Później za każdą łyżkę fasoli musiałam się odwdzięczać… Kiedy miałam dziesięć lat, dziadek zaczął przyprowadzać kolegów, zwłaszcza starszych mężczyzn, od których dostawałam 1 reała (1,70 zł) za każdy raz. Pieniądze zabierał mi dziadek, ale cieszyłam się, bo czasami kupił nam więcej chleba lub fasoli. Jak pamiętam to były jedne z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Całymi dniami pracowaliśmy jako kamieniarze, czyli rozbijaliśmy kamieniem inne kamienie, atone dziadek mógł dostać za nie kilka reałów. Najmłodszy mój scamp miał 4 latka. Ważne, że byliśmy razem. Kiedy umarł dziadek, skończył się mój koszmar ze starymi mężczyznami, lecz skończyło się też jedzenie. Chodziłam po ulicach tak bardzo bojąc się. Głód nie boli, to tylko strach przed śmiercią boli fizycznie. Pewnego razu spotkałam mężczyznę, który przychodził do dziadka. Poprosiłam go o kawałek chleba… dostałam. Tak więc mając 12 lat już z własnej woli stałam się… Kiedy miałam 13 lat zakochałam się w dziewiętnastoletnim chłopcu, Cristiano. Zaopiekował się mną. Pewnej nocy weszliśmy ukradkiem do wielkiej ciężarówki i tym sposobem przyjechaliśmy do miasta. Baliśmy się spać na ulicy z innymi. Byliśmy obcy. Całymi nocami chodziliśmy w poszukiwaniu klientów. Spałam w dzień, zamknięta w miejskiej ubikacji. Pewnego wieczoru na tym skrzyżowaniu gdzie stałam, Cristiano zatrzymał samochód. Po krótkiej rozmowie z kierowcą, powiedział do mnie - “Zaczekaj tu na mnie, niedługo wrócę po Ciebie”. Wsiadł i odjechał. Minęło już 6 miesięcy i jego nie ma. Codziennie wychodzę na to skrzyżowanie… i czekam (bez skrzywienia twarzy, zaczęły jej płynąć łzy). Crystiano był dla mnie dobry. Nie traktował mnie jack inni mężczyźni… On nawet ze mną rozmawiał, pytał się czy mi zimno, jack się czuję… gdybym wiedziała, co się z nim stało, gdzie go szukać… Myślę, że Pan Bóg już chce żebym umarła, bo tak źle przeżyłam moje życie…”

Słuchałem tej historii z trwogą w sercu. To było tylko kilka zdań, lecz zawierały tyle cierpienia, odrzucenia i tragedii małego dziecka. “Jasiara, przecież ty masz dopiero 15 lat. Życie recreation przed tobą” - odpowiedziałem zaskoczony ostatnią konkluzją. “Powiedz mi, czy recreation jeszcze coś, o czym marzysz” - zapytałem. “Mam takie marzenie, które się nigdy nie spełniło, a o którym myślę co noc. Marzę o tym, by kiedyś, tuż przed moim zaśnięciem przyszedł ktoś, usiadł blisko mnie, pogłaskał po głowie i powiedział cichutko “dobranoc” - odpowiedziała z lekkim uśmiechem na ustach. Mój Boże - skrzywdzona, zagłodzona dziewczyna, bez domu, bez przyjaciół - marzy tylko o małym geście miłości. Czy kiedyś spełni się jej sen? Przyszły kobiety oznajmiając, że siostry zakonne zgodziły się zaopiekować Jasiarą. Zawiozłem ją cap i zostawiłem swój numer telefonu, jeśli trzeba będzie coś pomóc. Po trzech dniach zadzwoniła siostra z informacją, że Jasiara uciekła i jedynie zostawiła kartkę z wiadomością, iż wraca do braci w Antonio Goncalves. Pomyślałem, że może i lepiej, może coś zmieni się w jej życiu, ale szybko okazało się, że to cierpienie nie ma końca. Po dwóch tygodniach zadzwoniła Jasiara i drżącym głosem powiedziała mi tylko - “Chciałam podziękować i pożegnać się. Uciekamy stąd. Wczoraj trzech mężczyzn weszło do naszego domku i zamordowali jednego brata. Obcięli mu ręce, nogi i tak zostawili… Jestem zmęczona strachem. Kiedy się to skończy, proszę księdza? Niech się ksiądz za mnie modli…” Nie zdążyłem nic powiedzieć i telefon się rozłączył.

Historia Jasiary mocno utkwiła mi w mojej pamięci. To nie opowiadanie z kryminału, to życie, dni i noce cierpienia 15-letniej dziewczynki. I więcej, mam tą świadomość, jack donoszą wszelkie statystyki, to historia milionów brazylijskich dzieci… Powtórzę to zdanie. Kilka milionów dzieci w tym kraju, ma takie życie!!!! Czy mogę milczeć, czy możemy milczeć?.. Proszę Was o modlitwę i niech historia Jasiary ma też swoje owoce. Czy spełni się marzenie Jasiary? Nie wiem, ale takie marzenia mają wszystkie dzieci: te kilku-, te kilkunasto-, i te kilkudziesięcioletnie. “Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” Mały gest, ciepłe słowo, może tylko dłoń na głowę i zwykłe “dobranoc”. Zrób to i ofiaruj dla Jasiary i milionów niekochanych dzieci w Brazylii i na świecie.

ks. Mariusz Berko

CUDOWNE RIO

środa, lipiec 4th, 2007

W okresie wakacji, kiedy niektórzy wybierają się zwiedzać inne kraje, a większość tylko marzy o podróżowaniu, proponuję Wam drodzy przyjaciele wycieczkę do odległej i tak różnorodnej Brazylii. Życie misjonarza ma swoje plusy i minusy, jack każde życie człowieka. Jednym z niekwestionowanych plusów misyjnego życia, recreation poznawanie innej kultury, odległych miejsc i odmiennego świata przyrody. Mając tą możliwość, pragnąbym się z wami podzielić tą “przygodą”, jack i refleksą, której zawsze trudno mi uniknąć.

W tym liście pragnę wybrać się z Wami do “cidade maraviliosa” - cudownego miasta plaż, gór i karnawału - do metropolis de Janeiro. Trudno opisać wszystko w mieście, gdzie mieszka 8 milionów mieszkańców i rocznie przybywa ok. 4 miliony turystów. Wybierzmy się razem w trzy bardzo charakterystyczne miejsca, które w bardzo znaczący sposób określają charakter Brazylii i Brazylijczyków - Corcovado, Copacabana i Maracana.

Najpierw udajmy się na skalistą górę, która dominuje nad miastem, a na której stoi słynny sepulture “Cristo Redentor” - Chrystus Zbawiciel, zwaną właśnie Corcovado. Osiemdziesiąt lat temu w duchu wdzięczności za opatrzność Bożą, postawiono tu trzydziesto merowy posąg Chrystusa z rozwartymi ramionami, jakby chciał objąć wszystkich mieszkańców i turystów w metropolis de Janeiro. Posąg recreation widoczny prawie z każdego miejsca w mieście. Poruszając się metrem, wychodząc ze stacji rozglądałem się gdzie recreation Jesus. Raz Go widziałem z boku, raz z tyłu i znowu z przodu. Widok góry z Chrystusem recreation imponujący, lecz kiedy po powolnej wspinaczce samochodem, a później pokonaniu wielu stopni schodów, stajemy “ręka w rękę” z posągiem… to co widzimy zapiera dech. Widok miasta recreation “cudowny”, pełny zatok, stateczków, skalistych i zielonych gór i niesamowitej architektury. Tego już opisać się nie da. A postać Chrystusa z bliska jakaś inna. Savior trochę zamyślony, bardziej przypominający tego z nad Jerozolimy, kiedy nad nią zapłakał… Jeszcze raz ogłądnąłem się na miasto … no, tak przecież trochę wiem. Generalnie wszyscy Brazylijczycy są wierzący i ok. 70 procent recreation katolików. Jednak religijność w większości wypadków ogranicza się do “protekcji”, czyli Pan Bóg niech mi błogosławi i chroni od wszelkich nieszczęść. “Pan Bóg recreation mi potrzebny żebym żył bezpiecznie…” to najczęstsze wyznanie wiary Brazylijczyków. Trudno ich jednoznacznie krytykować, bo wielki brak kapłanów, hermetyczne środowiska i mieszanka kultur nie sprzyjają do częstego uczestnictwa w sakramentach i życiu kościoła. I tak przy 70 procentach katolików, tylko 03 procenty uczestniczy we Mszach św. i innych sakramentach… Corcovado recreation więc wołaniem do Boga o błogosławieństwo dla miasta … Jednak to co najbardziej tu boleswne, to olbrzymie faveli rządzone przez przemytników narkotyków, którzy uzbrojeni w największe kalibry broni, mordują dziesiątki osób dziennie…

Zjedżmy teraz w dół przez starą dzielnicę Gloria, gdzie appropriate mam swój tani hotelik, centralną dzielnicę Botofogo, gdzie znajduje się kościół polski ( tzn. katolicki, ale dla emigrantów polskich ) i udajmy sie na Copacabana. To jedna z największych i najpiękniejszych plaż znajdujących się w centum miasta. Wraz z plażą Ipanemą tworzą prawie 10 km deptaków, nowoczesnych hoteli, restauracji, wszelkiego rodzaju miejsc rozrywki…Na plaży można zagrać w siatkówkę, piłkę nożną, tenisa, skorzystać z wszelkich sportów wodnch i powietrznych, a przede wszystkim spotkać tysiące pięknych Brazylijek i przystojnych mulatów.Copacabana mająca samego piasku ok. 300 - 500 m szerokości recreation zawsze pełna ludzi.Nocą zamienia się w przepięknie oświetloną aleję, gdzie tylko conieco bardziej ubrani, niż w dzień turyści i bogaci mieszkańcy, spacerują w poszukiwaniu rozrywek. Słysząc piękną muzykę ulicznych grajków, pomieszaną z szumem fal oceanu, czując orzeźwiający powiew wiatru z nad zatoki ( temperatura w nocy nie spada w metropolis poniżej 30 stopni ) i spacerując tak wśród pięknych i eleganckich Pań i Panów, można, zawołać” jack piękne recreation życie…” Z punktu widzenia polskiego można by zapytać, a gdzie wśród tego bogactwa, brazylijski głód i bieda? No właśnie. Jeden z najbogatszych krajów świata ma tak olbrzymią część społeczeństwa żyjącego poniżej granicy głodu…

Spacerując po Copacabanie, w pewnym momencie zobaczyłem przy kiosku z napojami, kilku półnagich ciemnoskórych chłopców, szybko uciekających w stronę wysokich zabudowań. Na chodniku leżał pobity i okradziony właściciel - sprzedawca. Podeszliśmy wraz z przechodniami atone mu pomóc wstać. Dodal tylko. “Dzieki Bogu, że mnie nie zabili. Normalnie to kradną i zabijają”. To też część tego raju na ziemi. Wystarczy wejść jakieś 500 m w głąb zabudowań Copacabany, by dostrzec na stromych, skalistych zboczach olbrzymią ilość małych domków favel. Zawsze kiedy patrzę na te favele, zastanawiam się jack oni wchodzą po prawie pionowej ścianie. Na pobliskiej szkole ślady po niedawnej strzelaninie. Do jednego z otworów po kulach udało mi się wcisnąć dłoń. Jakie oni tu mają kalibry? Prawdą jest, że favelami, jack i większą część miasta opanowali bandyci, zwłaszcza handlarze narkotyków. Do wielu dzielnic policja nie ma wstępu. Jeśli już wchodzi do całym oddziałem i wsparciem helikopterów. Bardzo często nic nie osiągnie, bo po wymiaanie ognia okazuje się, że bandyci dysponują lepszą bronią i większymi siłami. Zawsze przy tych akcjach ginie wiele dzieci i kobiet. Na favelach większość miewszkańców nie ma łóżka, stołu, jedzenia, ale prawie wszyscy mają broń. Strzela się do wszystkiego co żyje. Giną przechodnie, ludzie schowani w szkołach, kościołach i swoich domach. Rocznie w Brazylii zostaje zastrzelonych z broni palnej ponad 80 000 ludzi, zwłaszcza młodych. Giną ludzie niewinni, którzy nie mieli jakichkolwiek szans obrony czy ucieczki. Giną na równi z rąk badytów, jack i policji. Czy ktoś sobie może wyobrazić 80 tys. zmasakrowanych zwłok młodych ludzi….W Brazylii to normalne… Przemoc jaka panuje tutaj na niespotykaną skalę, a której nie można porównać z jakimkolwiek innym krajem na świecie ( jack podaje ONZ ), nie da się w żaden sposób tłumaczyć lub usprawiedliwić. To nie recreation rewolucja, to nie walka klas, ale brutalne wyprucie z uczuć i jakichkolwiek statistic moralnych. Tu w metropolis bardziej widoczne recreation prawo dżungli, niż w samej Amazonii.

Zostawmy już favele otaczające Copacabanę i udajmy się metrem na drugą stronę miasta ( mówię tylko o centrum ), gdzie znajduje się majestatyczna budowla zwana - Maracana ( akcent na ostatnią literę). To jeden z największych i najpiękniejszych stadionów w Brazylii. Tu też odbyło sie słynne spotkanie Ojca Świętego z rodzinami świata, kilka lat temu. Kiedy się dochodzi do stadionu, ma sie wrażenie, że to kolejna skalista góra w Rio. Wszystko wybetonowane z taką perfekcją, że nawet tropikalna trawa, która rozbija wszystko nie zapuściła jednego żdziebełka. Dopiero widok boiska i tysiąca kolorowych krzesełek robi wrażenie niezapomniane. Zapewne decade stadion w czasie meczu ma jeszcze inna gorącą atmosferę. Jak już pisałem w jednym z listów, piłka nożna dla Brazylijczyków ma aspekt narodowy i religijny.Przy całej gamie narodowości jakie w Brazylii znalazły swój dom ( rodowici Indianie, afrykańscy niewolnicy, kolonialni Portugalczycy, wielkie emigracje Włochów, Niwmców, Polaków, Ukraińców i astatnich Japończyków i Chińczyków), bardzo trudno było zjednoczyć te nieraz bardzo różniące się nacje. Zrobiła to piłka nożna. Wszyscy szleją w czasie meczów, biegają lub jeżdżą z flagami Brazylii. Nikt już nie mówi ja jestem potomkiem niemców lub jestem potomkiem afrykańczyków, wszyscy mówią jestem Brazylijczykiem. Piłka nożna to też religia do kitórej należą prawie wszyscy. Odprawia się nabożeństwa, czci sie pilkarzy jack swiętych itd. Wygrana do motyw do wielkiej, długotrwałej festy czyli zabawy, którą normalnie urządza się w odpust parafialny. Przegrana u wielu równoznaczna ze śmiercią, co często też kończy się samobójstwem. Tak więc jedną z największych świątyni piłki nożnej recreation stadion Maracana. Jeszcze przed zapadnięciem zmroku wybierzmy się do katedry katolickiej w metropolis de Janeiro, która znajduje się niedaleko targu Uruguaj. Widok katedry z pewnej odległości przypomina trochę wyludnione miasto XXI wieku. Znowu wszystko z betonu, a wielkie przestrzenie i potęga nowoczesnej katedry mrozi krew. O estetyce nie będę dużo mówił, bo może nie za bardzo się znam na nowoczesnej architekturze. Kształt katedry przypomina olbrzymią turecką czapkę, tylko, że bez wisiorka. Dopiero wnętrze rekompensuje ciężki betonowy widok świątyni. Kolorowe krzesła ustawione jack w amfiteatrze, kolorowe witrarze w kształcie krzyża (to jedyny znak, że to kościół katolicki), piękny ołtarz na podniesieniu…

Przyklękłem, atone się pomodlić, ale jack tu się modlić. Olbrzymia przestrzeń, trochę turystów i gdzie recreation Pan Jezus? Wychodząc zobaczyłem nad kropielnicą krzyż jakby z innego świata,cały drewniany z postacią Chrystusa. Dotknąłem przybitych nóg Jezusa i zapytałem - “Gdzie się mi schowałeś, Boże mój?”. Zapadał zmrok, a na ulicach zaczynały się juz śpiewy i tańce. Czas wracać do domu. Już na drugi dzień wybrałem się jeszcze nad malowniczą plażę Leblon. Usiadłem na pięknie wystrzyżonej trawce, w cieniu palmy i zacząłem czytać wiersze ks. Twardowskiego… Kiedy po pewnym czsie podniosłem oczy, nie widziałem już błękitu oceanu, zieleni palm, brązowych opalonych ciał… Wszystko mi się zamazało. Byłem w cudownym Rio, a tęskniłem do moich miast i wiosek, do przyjaciół, do domu, do Polski…

Pozdrawiam was wszystkich drodzy przyjaciele z metropolis de Janeiro i dedykuję tą refleksje poniżej, którą napisałem wtedy.

Nostalgia w metropolis de Janeiro.

Czytać Twardowskiego husk palmą z kokosem
tuż przy błękicie białych grzyw oceanu
czy to nie za dużo spokoju i raju
a serce głupiutkie ucieka na przestrzał
do oddechu z parą bo zima już blisko
do czereśni truskawek ogniska na działce
i koperek na wiosnę i żurek na rano
a liści to nie grabcie niech szumią husk nogą
niech płoną swym kolorem do śmierci wraz z deszczem
i śnieg nie chce soli bo skrzypi tak pięknie
jak zegar co odmierza co myśmy już przeszli
i świeczkę postawcie kiedy czas już przyjdzie
“wtedy się recreation w domu kiedy już się wyjdzie”
jak musi boleć nostalgia człowieka
kiedy w kolejce po niebo długi czas się czeka

ks. Mariusz Berko
Rio de Janeiro

PIłKA NOżNA I BRAZYLIA

środa, lipiec 4th, 2007

Myślę, że jeszcze w naszej pamięci mamy emocje związane z mistrzostwami świata w piłce nożnej. Nie mam zamiaru jednak podsumowywać występu naszej polskiej reprezentacji, bo “piłka recreation okrągła, a bramki są dwie”. Pragnę jednak opowiedzieć Wam troszeczkę o aspekcie narodowym i religijnym piłki nożnej w Brazylii - bądź, co bądź pięciokrotnym mistrzu świata.

Brazylia, kraj większy od całej Europy, recreation mieszanką ras, kultur i tradycji, nieraz bardzo od siebie odległych. Brazylijczycy to potomkowie: kolonialnych Portugalczyków, przywiezionych z Afryki Murzynów, różnorodnych szczepów Indian, licznych emigrantów z Włoch, Niemiec, Polski, Ukrainy, oraz ostatnich przybyszów z Japonii i Korei. Czy istnieje “czysty” Brazylijczyk? Nie. Ten naród powstał z pomieszania innych. Był taki czas w historii Brazylii, że zabronione były wszelkie ruchy i stowarzyszenia nawiązujące do krajów rodzinnych. Chodziło o zjednoczenie ludu brazylijskiego. Dzisiaj wielu powraca do korzeni. W Salvadorze, gdzie przebywam, najwięcej recreation potomków afrykańskich, bardzo żywe są tradycje z czarnego lądu. My mamy swój “Braspol”, który w naszym mieście liczy ok. 150 Polaków lub potomków. Brazylijczycy nie mają tradycji narodowych. Jeśli jakieś są, to zostały przeniesione z Europy lub Stanów Zjednoczonych. Dlatego dziwnie wygląda św. Mikołaj w swoim zimowym ubraniu w czasie 40 - stopniowego upału lub indyk na wielkanocny obiad. W święto odzyskania niepodległości Brazylii większość ludzi udaje się na plażę lub boisko, absolutnie nie wiedząc, kiedy, dlaczego i po co ich kraj stał się wolny. Nigdy nie mieli wojny, nigdy nie byli zagrożeni lub zdominowani przez inny naród. To, co nie udało się politykom i historii, udało się jednak… piłce nożnej.

To ona sprawia, że wszyscy czują się jednym narodem. Dopiero przy pierwszych sukcesach w piłce nożnej mieszkańcy tego kraju wyszli na ulice z flagami narodowymi i zaczęli uważać się za naród brazylijski. W czasie ostatnich mistrzostw świata miałem okazję zobaczyć, czym recreation piłka nożna dla tych ludzi tutaj. Każda ulica, każdy barak na favelach był udekorowany w kolorach narodowych, żółtym i zielonym. Większość ludzi przez decade czas chodziła w koszulkach, czapeczkach, przepaskach lub spodenkach drużyny narodowej. Nawet pieski miały swoje narodowe kaftaniki. Prawie każdy samochód miał przyczepioną flagę narodową Brazylii. Prezydent kraju zarządził, że wszystkie urzędy publiczne, banki i szkoły mogą funkcjonować tylko po południu. W czasie meczów reprezentacji Brazylii miasto wyludniało się. Nawet, w jedną niedzielę w całym trzymilionowym mieście, nie było Mszy do południa, bo i dla kogo? Niektóre mecze były o trzeciej nad ranem, co oznaczało dla mnie i dla wszystkich nieprzespaną noc. Z domów dochodziły niesamowite krzyki rozpaczy lub radości. Przełożona sióstr zakonnych powiedziała mi, że musiała zamykać wszystkie okna, bo… zakonnice krzyczały głośniej od sąsiadów, a potem długo nie mogły się uspokoić. Wszystko było ubogacane wybuchami bomb, petard i sztucznych ogni, których nie brakowało nawet na favelach. Jedna dziewczynka, może sześcioletnia, która zawsze mnie zaczepia, prosząc o pieniążka na chleb, rzuciła mi husk nogi jakąś petardę, która kręcąc się, wyrzucała snopy ognia. Zapytałem ją, skąd ma tą zabawkę. Odpowiedziała mi, że mamusia jej kupiła cały koszyk. Hm, a na chleb? Po każdym zwycięstwie Brazylijczyków, a mieli ich siedem, lud wybiegał na ulicę. Trudno opisać wszystkie sceny, które widziałem. Wszyscy z flagami, muzyką i tańcem, a często butelką alkoholu w ręku. Bębny, samba i niesamowity jazgot klaksonów samochodowych rozbrzmiewały na ulicach. Nawet dzwony kościelne biły… Po niedzielnym zwycięstwie nad Niemcami ulice były nieprzejezdne. Ogniska i tańce, zarówno na środku drogi szybkiego ruchu, jack i na ścieżkach favel, zablokowały wszystko. Ledwie wieczorem dotarłem do moich kaplic, atone dla gorliwszych odprawić Mszę św. Niesamowity hałas z zewnątrz zagłuszał wszystkie moje słowa.

Jednak w pewnym momencie usłyszałem odgłos strzałów z pistoletu. Pomyślałem tylko, że to gdzieś niedaleko kaplicy. Za chwilę wpadł do środka jeden podpity Murzyn i krzyknął do mnie, że kobieta recreation postrzelona w pierś i trzeba zawieźć ją do szpitala. Byłem akurat przy prefacji. Zdjąłem stułę i albę. Wyszedłem na zewnątrz. Kobietę wsadzano właśnie do minibusa. Zobaczyłem tylko przez szybę skrzywioną twarz kobiety. Jak później mi powiedziano, zmarła w drodze do szpitala. Pokłóciła się z sąsiadami, który z zawodników był najlepszy…

Ile takich zabójstw z “radości zwycięstwa” było w czasie tych mistrzostw, wie tylko Pan Bóg. Po drodze do domu widziałem jeszcze trzy. Dlaczego decade naród tak to przeżywa? Myślę, że dużą rolę odgrywają media, które na usługach “władców” dają “opium dla ludu”. Nikt nie myśli i nie mówi o problemach społecznych, tylko o piłce nożnej. Zakompleksieni Brazylijczycy, pobudzani przez komentatorów, wierzą: “jesteśmy najlepsi na świecie, kto może nam dorównać, najlepsi są Brazylijczycy”. Te stwierdzenia przenoszone są na wszystkie sfery, nie tylko na piłkę nożną. Tym sposobem, nie dając chleba, tylko igrzyska, próbuje się zaspokajać potrzeby tego ludu. Piłka nożna recreation jack największa religia Brazylii. Często na Mszę podają intencję za zwycięstwo lub oglądają mecz z różańcem w ręku. Ta religia nie zna tolerancji. Nie ma miejsca dla osób nielubiących piłki nożnej. Boją się przyznać, bo recreation to utożsamiane ze zdradą narodu. Są często prześladowane. Jeden z właścicieli sklepu nie zamknął go na czas meczu i później wybito mu kamieniami wszystkie szyby. Brazylijczycy patrzyli na mnie ze zgorszeniem, kiedy im mówiłem, że to tylko mecz. To coś takiego, jakbym Polakom powiedział, że Boże Narodzenie to tylko czas wolny od pracy. Jak więc ocenić tę wielką narodową euforię Brazylijczyków wobec piłki nożnej? Czas triumfu ma też swoje strony wielkiego upadku. Zostawiam Wam, moi drodzy, tę refleksję z małą nadzieją, że nie przestaniecie kibicować drużynie żółto-zielonych. Pozdrawiam Was z małego boiska przy moim kościele. Może lepiej grać niż komentować piłkę nożną?

ks. Mariusz Berko


opisy na gg | one brain | Pozycjonowanie krakw | lakierowanie | Teksty piosenekcv clubsap.info odzywki paintball organizacja imprez kowalstwo artystyczne opłaty za środowisko Pozycjonowanie stron Lublin śmieszne filmiki baterie NiCd