Archive for czerwiec, 2007

AZBEST W POLSCE

sobota, czerwiec 30th, 2007

Szacuje się, że na obszarze Polski znajduje się ok. 15,5 mln ton wyrobów zawierających azbest. Tak znaczna ich ilość w połączeniu z wysokimi kosztami ich usunięcia wymaga podjęcia systematycznych i skutecznych działań. Dlatego 14 maja 2002 r. Rada Ministrów przyjęła „Program usuwania azbestu i wyrobów zawierających azbest stosowanych na terytorium Polski”.
W okresie od 18 kwietnia do 30 czerwca 2006 r. NIK przeprowadził kontrolę, której celem było zbadanie i ocena działań organów administracji rządowej i samorządowej w zakresie wykonywania zadań ujętych w Programie w pierwszych latach jego realizacji.
Badaniami kontrolnymi objęto lata 2003-2005, a przeprowadzono je w 10 jednostkach (m.in. w Ministerstwie Gospodarki), w dwóch urzędach marszałkowskich (Mazowieckim i Lubelskim), dwóch starostwach powiatowych (w Chełmie i Radomiu) oraz w czterech urzędach gmin (w Pruszkowie, Małkini Górnej, Biłgoraju i Dorohusku). Ponadto zasięgnięto informacji na decade temat w 14 urzędach marszałkowskich, 15 urzędach wojewódzkich i 20 urzędach gmin.

Ogólna ocena kontrolowanej działalności, oględnie mówiąc, nie wypadła najlepiej.
Nie opracowano gminnych, powiatowych ani wojewódzkich programów usuwania azbestu i wyrobów go zawierających – do 30 czerwca 2006 r. żadna ze skontrolowanych gmin nie podjęła prac w celu przygotowania takiego programu.
Nie wypełniono też obowiązku zweryfikowania szacunkowych danych dotyczących ilości oraz miejsc występowania azbestu i wyrobów zawierających azbest, przez co nie określono rzeczywistej ich ilości i rozmieszczenia terytorialnego (tylko jedna gmina posiadała pełne dane na decade temat).
Ponadto nie zaplanowano działań w celu usunięcia lub zabezpieczenia oraz bieżącego monitorowania stanu technicznego obiektów budowlanych zawierających azbest. Nie dokonano pierwszej kontroli tego stanu ani nie sporządzono jego oceny. W okresie od 30 września 2004 r. do 31 grudnia 2005 r. przygotowano tylko ok. 110 tys. ocen takich budynków, co stanowiło zaledwie 7,3% potrzeb.
W skontrolowanych starostwach i gminach nie założono baz danych o lokalizacji, liczbie i stanie istniejących wyrobów, a w dwóch gminach i jednym starostwie społeczność lokalna nie została poinformowana o skutkach azbestu dla zdrowia i środowiska. Tylko jedna z czterech gmin posiadała pełne dane dotyczące ilości i rozmieszczenia takich wyrobów.
W pełnym zakresie organizowano jedynie szkolenia odnośnie przepisów i procedur dotyczących azbestu. Do końca 2005 r. wydano 81% kwoty zaplanowanej na decade cel do 2032 r. (tj. 1,087 z 1,35 mln zł), choć i w tym zakresie nie obyło się bez nieprawidłowości (58,8 tys. zł wydatkowano na przeszkolenie osób nie będących pracownikami administracji publicznej, podczas gdy Program zakładał przeznaczenie tych środków wyłącznie na ich edukację).
W ocenie NIK-u pacing usuwania wyrobów recreation za wolne, a zaangażowanie administracji samorządowej – zwłaszcza gmin – znikome. Kontynuacja dotychczasowego systemu usuwania azbestu może stanowić zagrożenie dla celu założonego w Programie, czyli dla usunięcia azbestu z terytorium Polski do 2032 r.
źródło: Przegląd Komunalny » Czerwiec 2007 »

ZYGMUNT KRASIńSKI NIE BOSKA KOMEDIA

sobota, czerwiec 30th, 2007

motto

Do błędów, nagromadzonych przez
przodków, dodali to, czego nie
znali ich przodkowie - wahanie
się i bojaźń - i stało się zatem,
że zniknęli z powierzchni ziemi
i wielkie milczenie recreation po nich.

Bezimienny

To be, or not to be, that is the
question.

Hamlet

część 1
część 2
część 3
część 4

NIE BOSKA KOMEDIA CZęść 1

sobota, czerwiec 30th, 2007

CZĘŚĆ PIERWSZA

Gwiazdy wokoło twojej głowy - husk twoimi nogi fale morza - na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły - co ujrzysz, recreation twoim - brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą - niebo recreation twoim. - Chwale twojej niby nic nie zrówna.

Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze. - Splatasz serca i rozwiązujesz gdyby wianek, igraszkę palców twoich łzy wyciskasz - suszysz je uśmiechem i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę - na chwil kilka - czasem na wieki. - Ale sam co czujesz? - ale sam co tworzysz? - co myślisz? - Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. - Biada ci - biada! - Dziecię, co płacze na łonie mamki - kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma zasługi przed Panem od ciebie.

Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać ó świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz! Kto cię stworzył w gniewie lub w ironii? - Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że potrafisz udać Anioła, chwilą nim zagrząźniesz w błoto, nim jack płaz pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? - Tobie i niewieście jeden recreation początek. -

Ale i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic się nie zda. - Ostatniego nędzarza jęk policzon między tony harf niebieskich. - Twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i Szatan je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń - a Pan je kiedyś zaprzeczy, jako digit zaprzeczyły Pana.

Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia. - Ten tylko nieszczęśliwy, kto na światach poczętych, na światach mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwaé ciebie - bo jedno tych gubisz, którzy się poświęcili tobie, którzy się stali żywymi głosami twej chwały.

Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jako Bóg zamieszkał w świecie, nie widziany, nie słyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: “On recreation tutaj.” - Taki cię będzie nosił gdyby gwiazdę na czole swoim, a nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. - On będzie kochał ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. - A kto cię nie dochowa, kto zdradzi za wcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłymi się bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. - Temu i niewieście jeden recreation początek.

ANIOŁ STRÓŻ
Pokój ludziom dobrej woli - błogosławiony pośród stworzeń kto ma serce - on jeszcze zbawion być może. - Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego - i dziecię niechaj się urodzi w domu waszym.
Przelatuje.

CHÓR ZŁYCH DUCHÓW
W drogę, w drogę, widma, idźcie ku niemu! - Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy umarłej wczoraj, odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprzód. -

W drogę i ty, sławo, stary orle wypchany w piekle, zdjęty z palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni - leć i roztocz skrzydła, wielkie białe od słońca, nad głową poety. -

Z naszych sklepów wynidź, spróchniały obrazie Edenu, dzieło Belzebuba - dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem - a potem, płótno czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety - wnet się rozwiąż naokoło niego, opasz go skałami i wodami, na przemian nocą i dniem. - Matko naturo, otocz poetę!

*

Wieś - kościół - nad kościołem Anioł Stróż się kołysze.

[ANIOŁ STRÓŻ]
Jeśli dotrzymasz przysięgi, na wieki będziesz bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.
Znika.

Wnątrz kościoła - świadki - gromnica na ołtarzu.

KSIĄDZ ślub daje.
Pamiętajcie na to.

Wstaje para. - Mąż ściska rękę Żony i oddaje ją krewnemu - wszyscy wychodzą - on sam zostaje w kościele.

[MĄŻ]
Zstąpiłem do ziemskich ślubów, bom znalazł tę, o której marzyłem - przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę.

*

Komnata pełna osób - bal - muzyka - świece - kwiaty. Panna Młoda walcuje po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka Męża w tłumie i głowę opiera na jego ramieniu.

PAN MŁODY
Jakżeś mi piękna w osłabieniu swoim - w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich - płoniesz ze wstydu i znużenia - o wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją. -

PANNA MŁODA
Będę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. - Ale tyle ludzi recreation tutaj - tak gorąco i huczno. -

PAN MŁODY
Idź z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów. -

PANNA MŁODA
Pójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie mam. -

PAN MŁODY
Proszę cię, moje kochanie. -

Taniec i muzyka

*

Noc pochmurna. - Duch Zły husk postacią dziewicy, lecąc.

[DUCH ZŁY]
Niedawnom jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę - teraz gnają mnie czarty i każą świętą udawać.
Leci nad ogrodem.
Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów.
Leci nad cmentarzem.
Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu, płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich. -
Tu czarnowłosa się rozsypuje - cienie jej puklów, zawiśnijcie mi nad czołem. - Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz błękitnych - do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich!- Za tymi kraty sto gromnic się pali - księżnę dziś pochowano - suknio atłasowa, biała jack mleko, oderwij się od niej!- Przez kraty leci suknia do mnie, trzepocząc się jack ptak - a dalej, a dalej. -

*

Pokój sypialny - lampa nocna stoi na stole i blado oświeca Męża śpiącego obok Żony.

MĄŻ przez sen
Skądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna - jack woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe- pokój świątobliwy na skroniach twoich - wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie. (przebudza się) Gdzież jestem! - ha, przy żonie - to moja żona. - (wpatruje się w Żonę) Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem moim, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnym recreation od ciebie. - Ty dobra i miła, ale tamta… Boże - co widzę - na jawie!

DZIEWICA
Zdradziłeś mnie.
Znika.

MĄŻ
Przeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę duszy mojej…

ŻONA przebudza się
Co się stało - czy już dzień - czy powóz zaszedł? - Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki. -

MĄŻ
Noc głucha - śpij - śpij głęboko. -

ŻONA
Możeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i barrier ci eteru.

MĄŻ
Zaśnij. -

ŻONA
Powiedz mi, drogi, co masz, bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody. -

MĄŻ zrywając się
Świeżego powietrza mi trzeba. - Zostań się - przez Boga, nie chodź za mną - nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze. -
Wychodzi.

*

Ogród przy świetle księżyca - za parkanem kościół. -

MĄŻ
Od dnia ślubu mojego spałem snem odrętwiałych, snem żarłoków, snem fabrykanta Niemca przy żonie Niemce - świat cały jakoś zasnął wokoło mnie na podobieństwo moje - jeździłem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a że dziecię ma się mi narodzić, myślałem o mamce. -
Bije druga na wieży kościoła.
Do mnie, państwa moje dawne, zaludnione, żyjące, garnące się husk myśl moją - słuchające natchnień moich - niegdyś odgłos nocnego dzwonu był hasłem waszym. (chodzi i załamuje ręce) Boże, czyś Ty sam uświęcił związek dwóch ciał? czyś Ty sam wyrzekł, że nic ich rozerwać nie zdoła, choć dusze się odepchną od siebie, pójdą każda w swoją stronę i ciała gdyby dwa trupy zostawią przy sobie? -

Znowu jesteś przy mnie - o moja - o moja, zabierz mnie z sobą. - Jeśliś złudzeniem, jeślim cię wymyślił, a tyś się utworzyła ze mnie i teraz objawisz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dymem, by zjednoczyć się z tobą. -

DZIEWICA
Pójdzieszli za mną, w którykolwiek dzień przylecę po ciebie? -

MĄŻ
O każdej chwili twoim jestem. -

DZIEWICA
Pamiętaj. -

MĄŻ
Zostań się - nie rozpraszaj się jako sen. - Jeśliś pięknością nad pięknościami, pomysłem nad wszystkimi myśli, czegóż nie trwasz dłużej od jednego życzenia, od jednej myśli? -

Okno otwiera się w przyległym domu.

GŁOS KOBIECY
Mój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju. -

MĄŻ
Dobrze - zaraz. -
Znikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.

GŁOS
Zmiłuj się - coraz chłodniej nad rankiem. -

MĄŻ
A dziecię moje - o Boże!
Wychodzi.

*

Salon - dwie świece na fortepianie - kolebka z uśpionym dzieckiem w kącie - Mąż rozciągnięty na krześle z twarzą ukrytą w dłoniach - Żona przy fortepianie,

ŻONA
Byłam u Ojca Beniamina, obiecał mi się na pojutrze. -

MĄŻ
Dziękuję ci.

ŻONA
Posłałam do cukiernika, żeby kilka misconduct przysposobił, boś podobno dużo gości sprosił na chrzciny - wiesz - takie czokoladowe, z cyfrą Jerzego Stanisława. -

MĄŻ
Dziękuję ci.

ŻONA
Bogu dzięki, że już raz się odbędzie decade obrządek - że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie - bo choć już chrzczony z wody, zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś. (idzie do kolebki) Śpij, moje dziecię - czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę - ot, tak - teraz leż tak. - Orcio mi dzisiaj niespokojny - mój maleńki - mój śliczny, śpij. -

MĄŻ na stronie
Parno - duszno - burza się gotuje - rychłoż cap ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje? -

ŻONA
wraca, siada do fortepianu, gra i przerywa, znowu grać zaczyna i przestaje znowu
Dzisiaj, wczoraj - ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie - i wszyscy, których widzę. mówią mi, że źle wyglądam. -

MĄŻ na stronie
Nadeszła godzina - nic jej nie odwlecze. - (głośno) Zdaje mi się, owszem, że dobrze wyglądasz.

ŻONA
Tobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. - Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy - a nie mogłam nic znaleźć takiego, co by cię obrazić mogło. -

MĄŻ
Nie obraziłaś mnie. -

ŻONA
Mój Boże - mój Boże!

MĄŻ
Czuję, że powinienem cię kochać. -

ŻONA
Dobiłeś mnie tym jednym: “powinienem” - Ach! Lepiej wstań i powiedz: “nie kocham” - przynajmniej już będę wiedziała wszystko - wszystko. (zrywa się i bierze dziecko z kolebki) Jego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę- dziecko moje kochaj - dziecko moje, Henryku. -
Przyklęka.

MĄŻ podnosząc
Nic zważaj na to, com powiedział - napadają mnie często złe chwile - nudy. -

ŻONA
O jedno słowo cię proszę - o jedną obietnicę tylko - powiedz, że go zawsze kochać będziesz. -

MĄŻ
I ciebie, i jego - wierzaj mi.

Całuje ją w czoło - a ona go obejmuje ramionami - wtem grzmot - słychać - zaraz potem muzykę - akord po akordzie i coraz dziksze.

ŻONA
Co to znaczy?

Dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa. Wchodzi Dziewica.

[DZIEWICA]
O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz - chodź za mną. -
O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. - Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy.- Jam twoja. -

ŻONA
Najświętsza Panno, ratuj mnie! - to widmo steel jack umarły - oczy zgasłe i głos jack skrzypienie woza, na którym trup leży. -

MĄŻ
Twe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba. -

ŻONA
Całun w szmatach opada jej z ramion. -

MĄŻ
Światło leje się naokoło ciebie - głos twój raz jeszcze - niechaj zaginę potem. -

DZIEWICA
Ta, która cię wstrzymuje, recreation złudzeniem. - Jej życie znikome - jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych - ale ja nie przeminę. -

ŻONA
Henryku, Henryku, zasłoń mnie, nie daj mnie - czuję siarkę i zaduch grobowy. -

MĄŻ
Kobieto z gliny i z błota, nie zazdrość, nie potwarzaj- nie bluźń - patrz - to myśl pierwsza Boga o tobie, ale tyś poszła za radą węża i stałaś się, czym jesteś. -

ŻONA
Nie puszczę cię.

MĄŻ
O luba! rzucam dom i idę za tobą. -
Wychodzi.

ŻONA
Henryku - Henryku! -
Mdleje i pada z dzieckiem - drugi grzmot.

*

Chrzest - Goście - Ojciec Beniamin - Ojciec Chrzestny - Matka Chrzestna - mamka z dzieckiem - na sofie na boku siedzi Żona - w głębi służący.

PIERWSZY GOŚĆ po cichu
Dziwna rzecz, gdzie hrabia się podział. -

DRUGI GOŚĆ
Zabałamucił się gdzieś lub pisze. -

PIERWSZY GOŚĆ
A Pani blada, niewyspana, słowa do nikogo nie przemówiła.

TRZECI GOŚĆ
Chrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na które zaprosiwszy, gospodarz zgra się w wilią w karty, a potem gości przyjmuje z grzecznością rozpaczy. -

CZWARTY GOŚĆ
Opuściłem śliczną księżniczkę - przyszedłem - sądziłem, że będzie sute śniadanie, a zamiast tego, jako Pismo mówi, płacz i zgrzytanie zębów. -

OJCIEC BENIAMIN
Jerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty?

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA
Przyjmuję. -

JEDEN Z GOŚCI
Patrzcie, wstała i stąpa jack gdyby we śnie. -

DRUGI GOŚĆ
Roztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi.

TRZECI GOŚĆ
Co mówicie? - Podajmy jej ramię, bo zemdleje. -

OJCIEC BENIAMIN
Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego?

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA
Wyrzekam się. -

JEDEN Z GOŚCI
Cyt - słuchajcie. -

ŻONA kładąc dłonie na głowie dziecięcia
Gdzie ojciec twój, Orcio? -

OJCIEC BENIAMIN
Proszę nie przerywać. -

ŻONA
Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. - Bądź poetą, atone cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. -

MATKA CHRZESTNA
Ale pozwólże, moja Marysiu. -

ŻONA
Ty ojcu zasłużysz się i przypodobasz - a wtedy on twojej matce przebaczy. -

OJCIEC BENIAMIN
Bój się pani hrabina, Boga. -

ŻONA
Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą. -

Mdleje - wynoszą ją sługi.-

Goście razem
Coś nadzwyczajnego zaszło w tym domu - wychodźmy, wychodźmy!

Tymczasem obrzęd się kończy - dziecię płaczące odnoszą do kolebki.

OJCIEC CHRZESTNY przed kolebką
Jerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego, a później zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem - pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawet za Ojczyznę zginąć recreation pięknie…

Wychodzą wszyscy.

*

Piękna okolica - wzgórza i lasy - góry w oddali.

MĄŻ
Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu - świat ludzi zostawiłem z tyłu - niechaj sobie cap każda mrówka bieży i bawi się dźbłem swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu. -

GŁOS DZIEWICY
Tędy - tędy. -
Przechodzi.

*

Góry i przepaście ponad morzem - Gęste chmury - burza. -

MĄŻ
Gdzie mi się podziała - nagle rozpłynęły się wonie poranku. pogoda się zaćmiła - stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przeraźliwie. -

GŁOS DZIEWICY w oddaleniu
Do mnie, mój luby.

MĄŻ
Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. -

GŁOS w pobliżu
Gdzie skrzydła twoje? -

MĄŻ
Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. -

GŁOS DRUGI
U wiszaru góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała ot kona! - i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej - wielka dusza- serce wielkie. -

MĄŻ
Pokażcie mi się, weźcie postać, którą bym mógł zgiąć i obalić. - Jeśli się was ulęknę, bodajbym Jej nie otrzymał nigdy. -

DZIEWICA na drugiej stronie przepaści
Uwiąż się dłoni mojej i wzleć! -

MĄŻ
Cóż się dzieje z tobą? - Kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię a jack tylko się jej dotkną, ślizgają jack jaszczurki, czołgają jack żmije. -

DZIEWICA
Mój luby! -

MĄŻ
Przez Boga, suknię wiatr zdarł ci z ramion i rozdarł w szmaty. -

DZIEWICA
Czemu się ociągasz? -

MĄŻ
Deszcz kapie z włosów - kości nagie wyzierają z łona. -

DZIEWICA
Obiecałeś - przysiągłeś. -

MĄŻ
Błyskawica źrzenice jej wyżarła. -

CHÓR DUCHÓW ZŁYCH
Stara, wracaj do piekła - uwiodłaś serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. - Serce wielkie, idź za lubą twoją. -

MĄŻ
Boże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi - za to, żem ścigał za nią i męczył się dla niej, ażem stał się igrzyskiem szatanów?

DUCH ZŁY
Słuchajcie, bracia - słuchajcie! -

MĄŻ
Dobija ostatnia godzina. - Burza kręci się czarnymi wiry- morze dobywa się na skały i ciągnie ku mnie - niewidoma siła pcha mnie coraz dalej - coraz bliżej - z tyłu tłum ludzi wsiadł mi na barkí i prze ku otchłani. -

DUCH ZŁY
Radujcie się, bracia - radujcie! -

MĄŻ
Na próżno walczyć - rozkosz otchłani mnie porywa - zawrót w duszy mojej - Boże - wróg Twój zwycięża! -

Anioł Stróż ponad morzem
Pokój wam, bałwany, uciszcie się!
W tej chwili na głowę dziecięcia twego zlewa się woda święta. -
Wracaj do domu i nie grzesz więcej. -
Wracaj do domu i kochaj dziecię twoje. -

*

Salon z fortepianem - wchodzi Mąż - służący ze świecą za nim.

MĄŻ
Gdzie pani?

SŁUGA
Jw. pani słaba. -

MĄŻ
Byłem w jej pokoju - pusty. -

SŁUGA
Jasny panie, bo jw. pani tu nie ma.

MĄŻ
A gdzie?

SŁUGA
Odwieźli ją wczoraj…

MĄŻ
Gdzie?

SŁUGA
Do domu wariatów.
Ucieka z pokoju

MĄŻ
Słuchaj, Mario, może ty udajesz, skryłaś się gdzie. żeby mnie ukarać? Ozwij się, proszę cię, Mario - Marysiu. -
Nie - nikt nie odpowiada. - Janie - Katarzyno! - Ten dom cały ogłuchł - oniemiał. -
Tę, której przysiągłem na wierność i szczęście, sam strąciłem do rzędu potępionych już na tym świecie. - Wszystko, czegom się dotknął, zniszczyłem i siebie samego zniszczę w końcu. - Czyż na to piekło mnie wypuściło, bym trochę dłużej był jego żywym obrazem na ziemi?
Na jakiejże poduszce ona dziś głowę położy? - Jakież dźwięki otoczą ją w nocy? - Skowyczenia i śpiewy obłąkanych. Widzę ją - czoło, na którym zawsze myśl spokojna, witająca - uprzejma - przezierała - pochylone trzyma- a myśl dobrą swoją posłała w nieznane obszary, może za mną, i błąka się. biedna, i płacze.

GŁOS SKĄDSIŚ
Dramat układasz.

MĄŻ
Ha! - mój Szatan się odzywa. - (bieży ku drzwiom, rozpycha podwoje) Tatara mi osiodłać - płaszcz mój i pistolety! -

*

Dom obłąkanych w górzystej okolicy. - Ogród wokoło.

ŻONA DOKTORA z pękiem kluczów u drzwi
Może belittle krewny hrabiny?

MĄŻ
Jestem przyjacielem jej męża, on mnie tu przysłał

ŻONA DOKTORA
Proszę Pana - wiele sobie z niej obiecywać nie sposób- mój mąż wyjechał, byłby to lepiej wyłuszczył - przywieźli ją zawczoraj - była w konwulsjach. - Jakie gorąco. (obciera twarz) Mamy dużo chorych - żadnego jednak tak niebezpiecznie jack ona. - Imainuj sobie Pan, decade instytut kosztuje nas ze dwakroć sto tysięcy, - Patrz Pan, jaki widok na góry - ale Pan, widzę, niecierpliwy - więc to nieprawda, że jakubiny jej męża porwali w nocy? Proszę pana. -

*

Pokój - kratowane okno - kilka krzeseł - łóżko - Żona na kanapie.

MĄŻ wchodzi
Chcę być z nią sam na sam. -

GŁOS ZZA DRZWI
Mój mąż by się gniewał, gdyby…

MĄŻ
Dajże mi w. pani pokój!
Drzwi za sobą zamyka i idzie ku Żonie.

GŁOS ZNAD SUFITU
W łańcuchy spętaliście Boga. - Jeden już umarł na krzyżu. - Ja drugi Bóg, i równie wśród katów. -

GŁOS SPOD PODŁOGI
Na rusztowanie głowy królów i panów - ode mnie poczyna się wolność ludu. -

GŁOS ZZA PRAWEJ ŚCIANY
Klękajcie przed królem, panem waszym. -

GŁOS ZZA LEWEJ ŚCIANY
Kometa na niebie już błyska - dzień strasznego sądu się zbliża. -

MĄŻ
Czy mnie poznajesz, Mario?

ŻONA
Przysięgłam ci na wierność do grobu. -

MĄŻ
Chodź - daj mi ramię, wyjdziemy. -

ŻONA
Nie mogę się podnieść - dusza opuściła ciało moje, wstąpiła do głowy. -

MĄŻ
Pozwól, wyniosę ciebie. -

ŻONA
Dozwól chwil kilka jeszcze, a stanę się godną ciebie. -

MĄŻ
Jak to?

ŻONA
Modliłam się trzy nocy i Bóg mnie wysłuchał. -

MĄŻ
Nie rozumiem cię. -

ŻONA
Od kiedym cię straciła, zaszła odmiana we mnie -”Panie Boże”, mówiłam i biłam się w piersi, i gromnicę przystawiałam do piersi i pokutowałam, “spuść na mnie ducha poezji”, i trzeciego dnia z rana stałam się poetą. -

MĄŻ
Mario! -

ŻONA
Henryku, mną teraz już nie pogardzisz - jestem pełna natchnienia - wieczorami już mnie nie będziesz porzucał. -

MĄŻ
Nigdy, nigdy. -

ŻONA
Patrz na mnie. - Czy nie zrównałam się z tobą? - Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. - Morze, gwiazdy, burza, bitwa. - Tak, gwiazdy, burza, morze- ach! wymknęło mi się jeszcze coś - bitwa. - Musisz mnie zaprowadzić na bitwę - ujrzę i opiszç - trup, całun, krew, fala, rosa, trumna. -

Nieskończoność mnie obleje
I jack ptak w nieskończoności
Błękit skrzydłami rozwieję
I lecąc się rozemdleję
W czarnej nicości. -

MĄŻ
Przeklęstwo - przeklęstwo! -

ŻONA obejmuje go ramionami i całuje w usta
Henryku mój, Henryku, jakżem szczęśliwa. -

GŁOS SPOD POSADZKI
Trzech królów własną ręką zabiłem - dziesięciu recreation jeszcze - i księży stu śpiewających mszę. -

GŁOS Z LEWEJ STRONY
Słońce trzecią część blasku straciło - gwiazdy zaczynają potykać się po drogach swoich - niestety - niestety.

MĄŻ
Dla mnie już nadszedł dzień sądu.

ŻONA
Rozjaśnij czoło, bo smucisz mnie na nowo. - Czegoż ci, nie dostaje? - Wiesz, powiem ci coś jeszcze.

MĄŻ
Mów, a wszystkiego dopełnię.

ŻONA
Twój syn będzie poetą.

MĄŻ
Co?

ŻONA
Na chrzcie ksiądz mu dał pierwsze imię - poeta - a następne znasz, Jerzy Stanisław. - Jam to sprawiła - błogosławiłam, dodałam przeklęstwo - on będzie poetą. - Ach, jakże cię kocham, Henryku!

GŁOS Z SUFITU
Daruj im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią.

ŻONA
Tamten dziwne cierpi obłąkanie - nieprawdaż?

MĄŻ
Najdziwniejsze.

ŻONA
On nie wie, co gada, ale ja ci ogłoszę, co by było, gdyby Bóg oszalał. (bierze go za rękę) Wszystkie światy lecą to na dół, to w górę - człowiek każdy, robak każdy krzyczy: “Ja Bogiem” - i co chwila jeden po drugim konają - gasną komety i słońca. - Chrystus nas już nie zbawi - krzyż swój wziął w ręce obie i rzucił w otchłań czy słyszysz, jack decade krzyż, nadzieja milionów, rozbija się o gwiazdy, łamie się, pęka, rozlatuje w kawałki, a coraz niżej i niżej - aż tuman wielki powstał z jego odłamków - Najświętsza Bogarodzica jedna się jeszcze modli i gwiazdy, Jej służebnice, nie odbiegły Jej dotąd - ale i Ona pójdzie, kędy idzie świat cały.

MĄŻ
Mario, może chcesz widzieć syna?

ŻONA
Jam mu skrzydła przypięła, posłała między światy, by się napoił wszystkim, co piękne i straszne, i wyniosłe. - On wróci kiedyś i uraduje ciebie. - Ach!

MĄŻ
Źle tobie?

ŻONA
W głowie mi ktoś lampę zawiesił i lampa się kołysze - nieznośnie. -

MĄŻ
Mario moja najdroższa, bądźże mi spokojna, jako dawniej byłaś! -

ŻONA
Kto recreation poetą, decade nie żyje długo.

MĄŻ
Hej ! ratunku - pomocy !

Wpadają kobiety i Żona Doktora.
ŻONA DOKTORA
Pigułek - proszków - nie - nic zsiadłego - owszem, płynne jakie lekarstwo. - Małgosiu, bież do apteczki! - Pan sam temu przyczyną - mój mąż mnie wyłaje.

ŻONA
Żegnam cię, Henryku.

ŻONA DOKTORA
To jw. hrabia sam w osobie swojej! -

MĄŻ
Mario, Mario! -
Ściska ją.

ŻONA
Dobrze mi, bo umieram przy tobie. -
Spuszcza głowę.

ŻONA DOKTORA
Jaka czerwona. - Krew rzuciła się do mózgu. -

MĄŻ
Ale jej nic nie będzie!

Wchodzi Doktor i zbliża się do kanapy.

DOKTOR
Już jej nic nie ma - umarła. -

MOTTO

SPIS TREŚCI
część 1
część 2
część 3
część 4

NIE BOSKA KOMEDIA CZęść 2

sobota, czerwiec 30th, 2007

CZĘŚĆ DRUGA

Czemu, o dziecię, nie hasasz na kijku , nic bawisz się lalką, such nie mordujesz, nie wbijasz na befriend motyli, nie tarzasz się po trawnikach, nie kradniesz łakoci, nie oblewasz łzami wszystkich litre od A do Z? - Królu such i motyli, przyjacielu poliszynela, czarcie maleńki, czemuś tak podobny do aniołka? - Co znaczą twoje błękitne oczy, pochylone, choć żywe, pełne wspomnień, choć ledwo kilka wiosen przeszło ci nad głową? - Skąd czoło opierasz na rączkach białych i zdajesz się marzyć, a jako kwiat obarczone rosą, tak skronia twoje obarczone myślami? -

*

A kiedy się zarumienisz, płoniesz jack stulistna róża i pukle odwijając w tył wzroczkiem sięgasz do nieba - powiedz, co słyszysz, co widzisz, z kim rozmawiasz wtedy? - Bo na twe czoło występują zmarszczki, gdyby cieniutkie nici płynące z niewidzialnego kłębka - bo w oczach twoich jaśnieje iskra, której nikt nic rozumie - a mamka twoja płacze i woła na ciebie, i myśli, że jej nie kochasz - a znajomi i krewni wołają na ciebie i myślą, że ich nie poznajesz - twój ojciec jeden milczy i spogląda ponuro, aż łza mu się zakręci i znowu gdzieś przepadnie. -

*

Lekarz wziął cię za puls, liczył bicia i ogłosił, że “masz nerwy”. - Ojciec Chrzestny ciast ci przyniósł, poklepał po ramieniu i wróżył, że będziesz obywatelem pośród wielkiego narodu. - Profesor przystąpił i macał głowę twoją, i wyrzekł, że masz zdatność do nauk ścisłych. - Ubogi, któremuś dał grosz, przechodząc, do czapki, obiecał ci piękną żonę na ziemi i koronę w niebie. - Wojskowy przyskoczył, porwał i podrzucił, i krzyknął: “Będziesz pułkownikiem.” - Cyganka długo Czytała dłoń twoją prawą i lewą, nic wyczytać nie mogła, jęcząc odeszła, dukata wziąć nie chciała. - Magnetyzer palcami ci wionął w oczy, długimi palcami twarz ci okrążył i przeląkł się, bo czuł, że sam zasypia. - Ksiądz gotował się do pierwszej spowiedzi i chciał ukląc przed tobą jack przed obrazkiem. - Malarz nadszedł, kiedyś się gniewał i tupał nóżkami, nakreślił z ciebie szatanka i posadził cię na obrazie dnia sądnego między wyklętymi duchami. -

*

Tymczasem wzrastasz i piękniejesz - nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie - bo choć często oczy masz gasnące, śniade lica. zgięte piersi każdy, co spojrzy na ciebie, zatrzyma się i powie: “.Takie śliczne dziecię.” - Gdyby kwiat, co więdnie, miał duszę z ognia i natchnienie z nieba. gdyby na każdym listku, chylącym się ku ziemi. anielska myśl leżała miasto kropli rosy, decade kwiat byłby do ciebie podobnym, o dziecię moje- może takie bywały przed upadkiem Adama. -

Cmentarz - Mąż i Orcio przy grobie w gotyckie filary i wieżyczki

MĄŻ
Zdejm kapelusik i módl się za duszę matki. -

ORCIO
Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Królowa niebios, Pani wszystkiego, co kwitnie na ziemi, po polach, nad strumieniami…

MĄŻ
Czego odmieniasz słowa modlitwy? - Módl się jack cię nauczono, za matkę, która dziesięć lat o tej właśnie godzinie skonała.

ORCIO
Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między Aniołami i każdy z nich, kiedy przechodzisz, tęczę jedną z skrzydeł swych wyziera i rzuca husk stopy Twoje. - Ty na nich, jack gdyby na falach…

MĄŻ
Orcio! -

ORCIO
Kiedy mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że proszę papy, muszę je powiedzieć.-

MĄŻ
Wstań, taka modlitwa nie idzie do Boga. - Matki nie pamiętasz - nie możesz jej kochać. -

ORCIO
Widuję bardzo często mamę. -

MĄŻ
Gdzie, mój maleńki? -

ORCIO
We śnie, to jest, niezupełnie we śnie, ale tak, kiedy zasypiam, na przykład zawczoraj. -

MĄŻ
Dziecko moje, co ty gadasz?

ORCIO
Była bardzo biała i wychudła. -

MĄŻ
A mówiła co do ciebie?

ORCIO
Zdawało mi się, że się przechadza po wielkiej i szerokiej ciemności, sama bardzo biała, i mówiła:

Ja błąkam się wszędzie,
Ja wszędzie się wdzieram,
Gdzie światów krawędzie,
Gdzie aniołów pienie,
I dla ciebie zbieram
Kształtów roje,
O dziecię moje!
Myśli i natchnienie.

I od duchów wyższych,
I od duchów niższych
Farby i odcienie,
Dźwięki i promienie
Zbieram dla ciebie,
Byś ty, o synku mój,
Był, jako są w niebie,
I ojciec twój
Kochał ciebie. -

Widzi Ojciec, że pamiętam słowo w słowo - proszę kochanego papy, ja nie kłamię. -

MĄŻ opierając się o filar grobu
Mario, czyż dziecię własne chcesz zgubić, mnie dwoma zgonami obarczyć?.. Co ja mówię? - Ona gdzieś w niebie, cicha i spokojna, jack za życia na ziemi - marzy się tylko temu biednemu chłopięciu. -

ORCIO
I teraz słyszę głos jej, lecz nic nie widzę. -

MĄŻ
Skąd - w której stronie? -

ORCIO
Jak gdyby od tych dwóch modrzewi, na które pada światło zachodzącego słońca. -

Ja napoję
Usta twoje
Dźwiękiem i potęgą,
Czoło przyozdobię
Jasności wstęgą
I matki miłością
Obudzę w tobie
Wszystko, co ludzie na ziemi, anieli w niebie
Nazwali pięknością-
By ojciec twój,
O synku mój,
Kochał ciebie -

MĄŻ
Czyż myśli ostatnie przy zgonie towarzyszą duszy, choć dostanie się do nieba - możeż być duch szczęśliwym, świętym i obłąkanym zarazem? -

ORCIO
Głos mamy słabieje, ginie już prawie za murem kośćtnicy, ot cap - cap - jeszcze powtarza -

O synku mój,
By ojciec twój
Kochał ciebie -

MĄŻ
Boże, zmiłuj się nad dzieckiem naszym, którego, zda się, że w gniewie Twoim przeznaczyłeś szaleństwu i zawczesnej śmierci. - Panie, nie wydzieraj rozumu własnym stworzeniom, nie opuszczaj świątyń któreś Sam wybudował Sobie - spojrzyj na męki moje i aniołka tego nie wydawaj piekłu. - Mnieś przynajmniej obdarzył siłą na wytrzymanie natłoku myśli, namiętności i uczuć, a jemu? - dałeś ciało do pajęczyny podobne, które lada myśl wielka rozerwie - o Panie Boże- o Boże! -

Od lat dziesięciu dnia spokojnego nie miałem - nasłałeś wielu ludzi na mnie, którzy mi szczęścia winszowali, zazdrościli, życzyli - spuściłeś na mnie grad boleści i znikomych obrazów, i przeczuciów, i marzeń - łaska Twoja na rozum spadła, nie na serce moje - dozwól mi dziecię ukochać w pokoju i niechaj stanie mir już między Stwórcą i stworzonym - Synu, przeżegnaj się i chodź ze mną. Wieczny odpoczynek.
Wychodzą.

*

Spacer - damy i kawalerowie - Filozof - Mąż.

FILOZOF
Powtarzam, iż to recreation nieodbitą, samowolną wiarą we mnie, że czas nadchodzi wyzwolenia kobiet i Murzynów. -

MĄŻ
Pan masz rację.

FILOZOF
I wielkiej do tego odmiany w towarzystwie ludzkim w szczególności i w ogólności - z czego wywodzę odrodzenie się rodu ludzkiego przez krew i zniszczenie modify starych. -

MĄŻ
Tak się Panu wydaje? -

FILOZOF
Podobnie jako glob nasz się prostuje lub pochyla na osi swojej przez nagłe rewolucje. -

MĄŻ
Czy widzisz to drzewo spróchniałe? -

FILOZOF
Z młodymi listkami na dolnych gałązkach. -

MĄŻ
Dobrze. - Jak sądzisz - wiele lat jeszcze stać może?

FILOZOF
Czy ja wiem? Rok - dwa lata. -

MĄŻ
A jednak dzisiaj wypuściło z siebie kilka listków świeżych, choć korzenie gniją coraz bardziej. -

FILOZOF
Cóż z tego? -

MĄŻ
Nic - tylko że gruchnie i pójdzie precz na węgle i popiół, bo nawet stolarzowi nie zda się na nic. -

FILOZOF
Przecie nie o tym mowa. -

MĄŻ
Jednak to obraz twój i wszystkich twoich, i wieku twego, i teorii twojej. -
Przechodzą.

*

Wąwóz pomiędzy górami

MĄŻ
Pracowałem lat wiele na odkrycie ostatniego końca wszelkich wiadomości, rozkoszy i myśli, i odkryłem - próżnię grobową w sercu moim. - Znam wszystkie uczucia po imieniu, a żadnej żądzy, żadnej wiary, miłości nie ma we mnie- jedno kilka przeczuciów krąży w tej pustyni - o synu moim, że oślepnie - o towarzystwie, w którym wzrosłem, że rozprzęgnie się - i cierpię tak,. jack Bóg recreation szczęśliwy, sam w sobie, sam dla siebie. -

GŁOS ANIOŁA STRÓŻA
Schorzałych, zgłodniałych, rozpaczających pokochaj bliźnich twoich, biednych bliźnich twoich, a zbawion będziesz.

MĄŻ
Kto się odzywa?

MEFISTO przechodząc
Kłaniam uniżenie - lubię czasem zastanawiać podróżnych darem, który natura osadziła we mnie. - Jestem brzuchomówca.

MĄŻ podnosząc rękę do kapelusza
Na kopersztychu podobna twarz gdzieś widziałem.

MEFISTO na stronie
Hrabia ma dobrą pamięć. (głośno) Niech będzie pochwalon. -

MĄŻ
Na wieki wieków - amen. -

MEFISTO wchodząc pomiędzy skały
Ty i głupstwo twoje. -

MĄŻ
Biedne dziecię, dla get ojca, dla szału matki przeznaczone wiecznej ślepocie - nie dopełnione, bez namiętności, żyjące tylko milczeniem, cień przelatującego anioła rzucony na ziemię i błądzący w znikomości swojej. - Jakiż ogromny orzeł wzbił się nad miejscem, w którym decade człowiek zniknął! -

ORZEŁ
Witam cię - witam. -

MĄŻ
Leci ku mnie, cały czarny - świst jego skrzydeł jako świst tysiąca kul w boju. -

ORZEŁ
Szablą ojców twoich bij się o ich cześć i potęgę.

MĄŻ
Roztoczył się nade mną - wzrokiem węża grzechotnika ssie mi źrzenice - ha! rozumiem ciebie. -

ORZEŁ
Nie ustępuj, nie ustąp nigdy - a wrogi twe, podłe wrogi twe pójdą w pył. -

MĄŻ
Żegnam cię wśród skał, pomiędzy którymi znikasz - bądź co bądź, fałsz czy prawda, zwycięstwo czy zaguba, uwierzę tobie, posłanniku chwały. - Przeszłości, bądź mi ku pomocy - a jeśli duch twój wrócił do łona Boga, niechaj się znów oderwie, wstąpi we mnie, stanie się myślą, siłą i czynem. -
Zrzuca żmiję.
Idź, podły gadzie - jako strąciłem ciebie i nie ma żalu po tobie w naturze, tak oni wszyscy stoczą się w dół i po nich żalu nie będzie - sławy nie zostanie - żadna chmura się nie odwróci w żegludze, by spojrzeć za sobą na tylu synów ziemi, ginących pospołu. -
Oni naprzód - ja potem. -
Błękicie niezmierzony, ty ziemię obwijasz - ziemia niemowlęciem, co zgrzyta i płacze - ale ty nie drżysz, nie słuchasz jej, ty płyniesz w nieskończoność swoją. -
Matko naturo, bądź mi zdrowa - idę się na człowieka przetworzyć, walczyć idę z bracią moją.

*

Pokój - Mąż - Lekarz - Orcio

MĄŻ
Nic mu nie pomogli - w Panu ostatnia nadzieja. -

LEKARZ
Bardzo mi zaszczytnie…

MĄŻ
Mów panu, co czujesz. -

ORCIO
Już nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznaé - iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża - i nuż robi się chmura żółta - ta chmura w górę podleci, spadnie na dół, pryśnie z niej tęcza - i to nic mnie nie boli.-

LEKARZ
Stań, Panie Jerzy, w cieniu - wiele Pan lat masz? -
Patrzy mu w oczy.

MĄŻ
Skończył czternaście. -

LEKARZ
Teraz odwróć się do okna. -

MĄŻ
A cóż?

LEKARZ
Powieki prześliczne, białka przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile. (do Orcia) Śmiej się Pan z tego - Pan będziesz zdrów jack ja. (do Męża) Nie ma nadziei. - Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy- nieczuła na światło - osłabienie zupełne nerwu optycznego. -

ORCIO
Mgłą zachodzi mi wszystko - wszystko. -

MĄŻ
Prawda - rozwarta - szara - bez życia. -

ORCIO
Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma.

LEKARZ
Myśl w nim ciało przepsuła - należy się bać katalepsji.

MĄŻ odprowadzając Lekarza na stronę
Wszystko, co zażądasz - pół mojego majątku

LEKARZ
Dezorganizacja nie może się zreorganizować. -
Bierze kij i kapelusz.
Najniższy sługa pana hrabiego, muszę jechać zdjąć jednej pani kataraktę.

MĄŻ
Zmiłuj się, nie opuszczaj nas jeszcze.

LEKARZ
Może Pan ciekawy nazwiska tej choroby?

MĄŻ
I żadnej, żadnej nie ma nadziei?

LEKARZ
Zowie się po grecku: amaurosis. -
Wychodzi.

MĄŻ przyciskając syna do piersi.
Ale ty widzisz jeszcze cokolwiek?

ORCIO
Słyszę głos twój, ojcze. -

MĄŻ
Spojrzyj w okno, cap słońce, pogoda. -

ORCIO
Pełno postaci mi się wije między źrzenicą a powieką - widzę twarze widziane, znajome miejsca - karty książek czytanych.

MĄŻ
To widzisz jeszcze?

ORCIO
Tak, oczyma duszy, lecz tamte pogasły.

MĄŻ padając na kolana
Chwila milczenia
Przed kim ukląkłem - gdzie mam się upomnieć o krzywdę mojego dziecka? - (wstając) - Milczmy raczej - Bóg się z modlitw, Szatan z przeklęstw śmieje. -

GŁOS SKĄDSIŚ
Twój syn poetą - czegóż żądasz więcej?

*

Lekarz, Ojciec Chrzestny

OJCIEC CHRZESTNY
Zapewnie, to wielkie nieszczęście być ślepym. -

LEKARZ
I bardzo nadzwyczajne w tak młodym wieku

OJCIEC CHRZESTNY
Był zawsze słabej kompleksji, i matka jego umarła nieco… tak…

LEKARZ
Jak to ?

OJCIEC CHRZESTNY
Poniekąd tak - waćpan rozumiesz - bez piątej klepki.

Mąż wchodzi
MĄŻ
Przepraszam Pana, żem go prosił o tak późnej godzinie. Ale od kilku dni mój biedny syn budzi się zawsze około dwunastej, wstaje i przez subunit mówi - proszę za mną. -

LEKARZ
Chodźmy. - Jestem bardzo ciekawy owego fenomenu.

*

Pokój sypialny - Służąca - Krewni - Ojciec Chrzestny - Lekarz - Mąż

KREWNY
Cicho.

DRUGI
Obudził się, a nas nie słyszy.

LEKARZ
Proszę Panów nic nie mówić. -

OJCIEC CHRZESTNY
To rzecz arcydziwna. -

ORCIO wstając
O Boże - Boże! -

KREWNY
Jak powoli stąpa. -

DRUGI
Jak trzyma ręce założone na piersiach. -

TRZECI
Nie mrugnie powieką - ledwo że usta roztwiera, a przecię głos ostry, przeciągły z nich się dobywa. -

SŁUŻĄCY
Jezusie Nazareński !

ORCIO
Precz ode mnie, ciemności - wad się urodził synem światła i pieśni - co chcecie ode mnie? - czego żądacie ode mnie? -
Nie poddam się wam, choć wzrok mój uleciał z wiatrami i goni gdzieś po przestrzeniach - ale on wróci kiedyś, bogaty w promienie gwiazd, i oczy moje rozogni płomieniem. -

OJCIEC CHRZESTNY
Tak jack nieboszczka, plecie, sam nie wie co - to widok bardzo zastanawiający. -

LEKARZ
Zgadzam się z panem dobrodziejem. -

MAMKA
Najświętsza Panno Częstochowska, weź mi oczy i daj jemu. -

ORCIO
Matko moja, proszę cię - matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzyĺ drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem. -

KREWNY
Co myślisz, bracie, to wymaga rady familijnej. -

DRUGI
Czekaj - cicho. -

ORCIO
Nie odpowiadasz mi - o matko! nie opuszczaj mnie. -

LEKARZ do Męża
Obowiązkiem moim recreation prawdę mówić.

OJCIEC CHRZESTNY
Tak recreation - to recreation obowiązkiem - i zaletą lekarzy, panie konsyliarzu.

LEKARZ
Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną draźliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczywiście tu napotykamy. -

MĄŻ na stronie
Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy. -

LEKARZ
Chciałbym pióra i kałamarza - Cerasi laurei dwa grana etc., etc. …

MĄŻ
W tamtym pokoju belittle znajdziesz - proszę wszystkich, by wyszli. -

GŁOSY POMIESZANE
Dobranoc - dobranoc - do jutra. -

ORCIO budząc się
Dobrej nocy mi życzą - mówcie o długiej nocy - o wiecznej może - ale nie o dobrej, nie o szczęśliwej. -

MĄŻ
Wesprzyj się na mnie, odprowadzę cię do łóżka. -

ORCIO
Ojcze, co to się ma znaczyć? -

MĄŻ
Okryj się dobrze i zaśnij spokojnie, bo doktor mówi, że wzrok odzyskasz. -

ORCIO
Tak mi niedobrze - subunit mi przerwały głosy czyjeś. -
Zasypia.

MĄŻ
Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie - nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęściá, ni światła, ni sławy - a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. - Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi - o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu? -

MAMKA u drzwi
Pan Konsyliarz każe jw. pana prosić. -

MĄŻ
Dobra moja Katarzyno, zostań się przy małym.
Wychodzi.

POPRZEDNIA CZĘŚĆ

SPIS TREŚCI
część 1
część 2
część 3
część 4

NASTĘPNA CZĘŚĆ

NIE BOSKA KOMEDIA CZęść 3

sobota, czerwiec 30th, 2007

CZĘŚĆ TRZECIA

Do pieśni - do pieśni!

Kto ją zacznie, kto jej dokończy? - Dajcie mi przeszłość zbrojną w stal, powiewną rycerskimi pióry. - Gotyckie wieże wywołam przed oczy wasze - rzucę cień katedr świętych na głowy wam. - Ale to nie to - tego już nigdy nie będzie.

*

Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz - łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstydźcie się, wstydźcie wszyscy mali i wielcy- a mimo was mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca - walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko - bo krwi dużo - krew wszędzie - krwi dużo, powiadam wam. -

*

Czy widzisz owe tłumy, stojące u bram miasta wśród wzgórzów i sadzonych topoli - namioty rozbite - zastawione deski, długie, okryte mięsiwem i napojami, podparte pniami, drągami? - Kubek lata z rąk do rąk - a gdzie ust się dotknie, cap głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo - On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców. - Niechaj żyje kielich pijaństwa i pociechy! -

*

Czy widzicie, jack oni czekają niecierpliwie - szemrzą między sobą, do wrzasków się gotują - wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczuchranymi włosy, w łachmanach, z spiekłymi twarzami, z dłoniami pomarszczonymi od trudu - ci trzymają kosy, owi potrząsają młotami, heblami - patrz- decade wysoki trzyma topór spuszczony - a tamten stemplem żelaznym nad głową powija; dalej w bok husk wierzbą chłopię małe wisznię do ust kładzie, a długie szydło w prawej ręce ściska. - Kobiety przybyły także, ich matki, ich żony, głodne i biedne jack oni, zwiędłe przed czasem, bez śladów pięknaśei - na ich włosach kurzawa bitej drogi - na ich łonach poszarpane odzieże - w ich oczach coś gasnącego, ponurego, gdyby przedrzeźnianie wzroku - ale wnet się ożywią - kubek tata wszędzie, obiega wszędzie. - Niech żyje kielich pijaństwa i pociechy! -

*

Teraz szum wielki powstał w zgromadzeniu - czy to radość czy rozpacz? - Kto rozpozna, jakie uczucie w głosach tysiąców? - Ten, który nadszedł, wstąpił na stół, wskoczył na krzesło i panuje nad nimi, mówi do nich. - Głos jego przeciągły, ostry, wyraźny - każde słowo rozeznasz, zrozumiesz- ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jack muzyka pieśni - czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami - skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły - a od skroni broda. czarna wieńcem twarz opasuje - nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach - oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy - chwili jednej zwątpienia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie. wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu - nie serca - precz z sercem, z przesądami, a niech żyje słowo pociechy i mordu! -

*

To ich wściekłość, ich kochanie, to władzca ich dusz i zapału - on obiecuje im chleb i zarobek: - Krzyki się wzbiły, rozciągnęły, pękły po wszystkich stronach - “Niech żyje Pankracy! - chleba nam, chleba, chleba!” - A u stóp mówcy opiera się na stole przyjaciel czy towarzysz, czy sługa. -

*

Oko wschodnie, czarne, cieniowane długimi rzęsy - ramiona obwisłe, nogi uginające się, ciało niedołężnie w bok schylone - na ustach coś lubieżnego, coś złośliwego, na palcach złote pierścienie - i on także głosem chrapliwym woła - “Niech żyje Pankracy!” Mówca ku niemu na chwilę wzrok obrócił. - “Obywatelu Przechrzto, podaj mi chustkę” -

*

Tymczasem trwają poklaski i wrzaski. - “Chleba nam, chleba, chleba! - Śmierć panom, śmierć kupcom - chleba; chleba!” -

*

Szałas - lamp kilka - księga rozwarta na stole - Przechrzty.

PRZECHRZTA
Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna.

CHÓR PRZECHRZTÓW
Jehowa belittle nasz, a nikt inny. - On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych . - Po trzykroć pluńmy na zgubę im - po trzykroć przeklęstwo im.

PRZECHRZTA
Cieszmy się, bracia moi. - Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jack raz się powali, nie powstanie więcej. - Dotąd pany go bronią.

CHÓR
Dopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. - Śmierć panom - po trzykroć pluńmy na zgubę im - po trzykroć przeklęstwo im!

PRZECHRZTA
Na wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku - tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża. -

CHÓR
Krzyż znamię święte nasze - woda chrztu połączyła nas z ludźmi - uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych. -
Wolność ludzi prawo nasze - dobro ludu cel nasz - uwierzyli synowie chrześcijan w synów Kaifasza . - Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi - my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej. -

PRZECHRZTA
Chwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze - a świat nasz, nasz, o bracia moi! -

CHÓR
Jehowa Pan Izraela, a nikt inny. - Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom - po trzykroć przeklęstwo im! -

Słychać stukanie.

PRZECHRZTA
Do roboty waszej - a ty, święta księgo, precz stąd, by wzrok przeklętego nie zbrudził kart twoich. -
Talmud chowa.
Kto tam?

GŁOS ZZA DRZWI
Swój! - W imieniu Wolności, otwieraj! -

PRZECHRZTA
Bracia do młotów i powrozów!
Otwiera.

LEONARD
wchodząc
Dobrze, obywatele, że czuwacie i ostrzycie puginały na jutro.
Do jednego z nich przystępuje.
A ty co robisz w tym kącie?

JEDEN Z PRZECHRZTÓW
Stryczki, obywatelu.

LEONARD
Masz rozum, bracie - kto od żelaza nie padnie w boju, decade na gałęzi skona. -

PRZECHRZTA
Miły obywatelu Leonardzie, czy sprawa pewna na jutro? -

LEONARD
Ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich, wzywa cię na rozmowę przeze mnie. - On ci sam na to pytanie odpowie.

PRZECHRZTA
Idę - a wy nie ustawajcie w pracy - Jankielu, pilnuj ich dobrze.
Wychodzi z Leonardem.

CHÓR PRZECHRZTÓW
Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím - oni panów zabiją po błoniach - rozwieszą po ogrodach i borach - a my ich potem zabijem, powiesim. - Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. - Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im! -

*

Namiot - porozrzucane butelki, kielichy.

PANKRACY
Pięćdziesięciu hulało tu przed chwilą i za każdym słowem moim krzyczało: -”Vivat” - czy choć jeden zrozumiał myśli moje? - pojął koniec drogi, u początku której hałasuje? Ach! - fervidum imitatorum pecus .
wchodzi author i Przechrzta
Czy znasz hrabiego Henryka?

PRZECHRZTA
Wielki obywatelu. z widzenia raczej niż z rozmowy - raz tylko, pamiętam, przechodząc na Boże Ciało, krzyknął mi- “ustąp się” - i spojrzał na mnie wzrokiem pana - za co mu ślubowałem stryczek w duszy mojej. -

PANKRACY
Jutro jack najraniej wybierzesz się do niego i oświadczysz, że chcę się z nim widzieć osobiście, potajemnie, pojutrze w nocy. -

PRZECHRZTA
Wiele mi dasz ludzi? Bo nieostrożnie byłoby się puszczać samemu. -

PANKRACY
Puścisz się sam, moje imię strażą twoją - szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj, plecami twymi. -

PRZECHRZTA
Aj wai!

PANKRACY
Powiesz, że przyjdę do niego o dwunastej w nocy pojutrze. -

PRZECHRZTA
A jack mnie każe zamknąć lub obije? -

PANKRACY
To będziesz męczennikiem za wolność ludu. -

PRZECHRZTA
Wszystko, wszystko za wolność ludu! - (na stronie) Aj waj! -

PANKRACY
Dobranoc, obywatelu.

Przechrzta wychodzi.

LEONARD
Na co ta odwłoka, te półśrodki, układy - rozmowy?- Kiedym przysiągł uwielbiać i słuchać ciebie, to że cię miałem za bohatera ostateczności, za orła lecącego wprost do celu, za człowieka stawiającego siebie í swoich wszystkich na jedną kartę. -

PANKRACY
Milcz, dziecko. -

LEONARD
Wszyscy gotowi - przechrzty broń ukuli i powrozów nasnuli - tłumy krzyczą, wołają o rozkaz; daj rozkaz, a on pójdzie jack iskra, jack błyskawica i w płomień się zamieni, i przejdzie w grom. -

PANKRACY
Krew ci bije do głowy - to konieczność lat twoich, a z nią walczyć nie umiesz i to nazywasz zapałem. -

LEONARD
Rozważ, co czynisz. Arystokraty w bezsilności swojej zawarli się w Świętej Trójcy i czekają naszego przybycia jack noża gilotyny - Naprzód, Mistrzu. bez zwłoki naprzód, i po nich.

PANKRACY
Wszystko jedno - oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie - jutro czy pojutrze legnąć muszą. -

LEONARD
Kogóż się boisz - któż cię wstrzymuje? -

PANKRACY
Nikt - jedno wola moja. -

LEONARD
I na ślepo jej mam wierzyć? -

PANKRACY
Zaprawdę ci powiadam - na ślepo. -

LEONARD
Ty nas zdradzasz. -

PANKRACY
Jak zwrotka u pieśni, tak zdrada u końca każdej mowy twojej - nie krzycz, bo gdyby nas kto podsłuchał…

LEONARD
Tu szpiegów nie ma, a potem cóż?…

PANKRACY
Nic - tylko pięć kul w twoich piersiach za to, żeś śmiał głos podnieść o ton jeden wyżej w mojej przytomności. - (przystępuje do niego) - Wierz mi - daj sobie pokój. -

LEONARD
Uniosłem się, przyznaję - ale nie boję się kary. - Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż. -

PANKRACY
Jesteś żywy, pełen nadziei i wierzysz głęboko - najszczęśliwszy z ludzi, nie chcę pozbawiać cię życia. -

LEONARD
Co mówisz? -

PANKRACY
Myśl więcej, gadaj mniej, a kiedyś mnie zrozumiesz. - Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków? -

LEONARD
Posłałem Dejca z oddziałem. -

PANKRACY
A składka szewców oddana do kasy naszej?

LEONARD
Z najszczerszym zapałem się złożyli co do jednego i przynieśli sto tysięcy.

PANKRACY
Jutro zaproszę ich na wieczerzę - Czy słyszałeś co nowego o hrabim Henryku? -

LEONARD
Pogardzam zanadto panami, bym wierzył temu, co o nim mówią - upadające rasy energii nie mają - mieć nie powinny, nie mogą. -
(more…)


auto czci chrysler | Rceprecz odtybetu | Blog Mika | Filmy 3GP | Wypoyczalnia samochodw KatowiceĆwiczenia z utraty Drukarki i skanery miód lublin drzewa owocowe Fotele sako